SZTUKA JEDNORAZOWA
Stach Szabłowski
[2005-05-28]


Ma lat 33 i jest jednym z najciekawszych artystów w Polsce, chociaż z tego faktu wciąż zdają sobie sprawę nieliczni.
Z pozoru to paradoks, bo artysta robi bardzo duże prace – na przykład wkopuje w ziemię cały budynek tak, że wystaje tylko dach i anteny satelitarne, albo buduje pudełko od herbaty Lipton wielkości średnich rozmiarów pokoju. Co więcej, Kurak nie lubi chować swoich prac w galeriach i najchętniej realizuje je w przestrzeni publicznej polskich miast i wsi. O niektóre można się dosłownie potknąć, jak o opętańczą sieć kolorowych telekomunikacyjnych kabli, które pewnego majowego dnia za sprawą Kuraka oplotły miasto Tarnowskie Góry. Kurak jest więc artystą spektakularnym, ale z drugiej strony dokłada starań by pozostać w cieniu. Wiele ze swych najbardziej fascynujących projektów zrealizował w prowincjonalnych miastach polskiej ściany zachodniej w rodzaju wspomnianych Tarnowskich Górach czy Góry Zielonej. Mało tego, o niektórych realizacjach w dodatku nic nikomu nie powiedział – miały być niespodzianką czyhającą na uważnego, wrażliwego przechodnia. Instalacji Kuraka nie da się przewozić ani wystawiać – są wykonywane na miejscu, mają charakter efemeryczny i żadna z najważniejszych prac z ostatnich lat już nie istnieje. Pozostają zdjęcia, dokumentacje, jak w wypadku zrealizowanego w 2003 roku Jeziora Słonecznego. Praca powstała na peryferiach Szczecina. Na podejrzanie wyglądającym poletku stanął namiot Iglo. W środku zamiast karimaty, i brudnych skarpetek biwakowiczów ciekawscy odkrywali właz z drabiną. Drabina zaś prowadziła trzy metry w dół i zdumiony widz w podziemiach namiotu znajdował komfortowo urządzony pokój.

Stach Szabłowski: Możesz przybliżyć okoliczności wykopania dziury pod namiotem w Szczecinie? Przyznasz że, podpiwniczony namiot to niecodzienna sprawa – tym bardziej jeżeli w podziemiach zwykłego Iglo odkrywasz wygodnie urządzony pokój do mieszkania.
To była realizacja w ramach sympozjum robionego przez szczecińską galerię Amfilada. Była wymiana polsko-niemieckai trzy wystawy w Szczecinie, Berlinie, i takiej miejscowości nadgranicznej nad Odrą. Najpierw chciałem zrobić ten namiot w Niemczech, ale nie dostałem pozwolenia.
 
Na wykopanie dziury?
Właśnie. Okazało się, że Niemcy przez dwa lata walczyli tam z trawą. Wiesz, okropne tereny piaszczyste nad Odrą, trzeba było masy pracy żeby doprowadzić zieleń do jakiegoś stanu, więc powiedzieli, że w żadnym wypadku nie można im teraz tej trawy skopać. Zdecydowałem wtedy, że zrobię pracę w Szczecinie, co było nawet lepsze, bo klimat jest bardziej nadmorski, a przez to wypoczynkowy, więc sprzyjał sprawie namiotu - tym bardziej, że były to wakacje, upalny sierpień. Wybrałem miejsce nad Jeziorem Słonecznym – to takie jeziorko koło szczecińskiej Castoramy, zasyfiałe maksymalnie. Miejsce dobre na moją realizację, bo absolutnie nieoczywiste jeżeli chodzi o pokazywanie sztuki i w ogóle robienie czegokolwiek - postawienie tam nawet zwykłego namiotu budziło pewien respekt i zdziwienie, bo to kompletny absurd, trawnik przy głównej autostradzie, woda tak brudna, że tylko szczury tam nurkowały i nic więcej.

I wykopałeś wielką dziurę.

Głęboką na 3,5 metra. Taką, żeby normalnie pomieszczenie mogło się w niej zmieścić. Wynająłem koparki, ale najpierw miałem jaja z Terenami Zielonymi, bo to nie tak prosto wykopać dziurę; była nerwica czy się do wód gruntowych nie dokopię, musiałem mieć tysiące pozwoleń, żeby to zrealizować. Załatwiałem sprawę kilka miesięcy
 
Miałeś jakiegoś inżyniera do pomocy? Znasz się na dziurach, szalunkach, kopaniu, górnictwie?
Znam się doskonale (śmiech) - takiego zgrywałem. Oczywiście, że się nie znam. Była cala konstrukcja z drewna. Podstawy wyobrażeniowe odnośnie konstrukcji oczywiście miałem – przynajmniej tak mi się wydawało. No i sprawdziło się – w gruncie rzeczy była to taka prosta ciesiołka, typowa, jak przy budowie domu. Te wszystkie dzisiejsze materiały z Castoramy pozwalają amatorowi na wybudowanie domu po którym można skakać. Była belka, była płyta, folia, ziemia, trawa i można było po tym chodzić spokojnie, nic się nie działo.
 
Ale przecież ty naprawdę dużo budujesz, masz chyba za sobą jakieś technikum budowlane, rok na politechnice?
Nic z tych rzeczy. W czasie wernisażu wszyscy tam siedzieli na dole, pod namiotem jeden na drugim – w dziurze był przyjemny chłód i nikt nie chciał wychodzić.
 
Jak się dochodzi do tego, że po studiach na Akademii zamiast malować zaczyna się kopać dziury?
Człowiek zastanawia się co mu największą frajdę przynosi (śmiech). Skończyłem grafikę i wciąż pracuję na Wydziale jako asystent. A grafika nijak ma się do tego co robię. Mam z tym problem, to wygląda trochę schizofrenicznie i pewnie jest. Są pewne wymogi, jestem na grafice - więc muszę robić grafiki.
 
A po godzinach wynajmujesz koparki i kopiesz doły. Tymczasem w godzinach pracy uczysz ludzi robić grafiki?
Tak, nieźle się na tym znam, mogę od ręki wykonać ci, taką sitodrukową koszulkę jaką masz na sobie.
 
Idąc na Akademię wyobrażałeś sobie, że tworzenie sztuki może przybrać takie osobliwe formy jak wnoszenie jakiś podejrzanych konstrukcji, budowa podziemi?
Tego do końca nie wiedziałem, że tak się robi. Różne pomysły chodziły mi po głowie ale niekoniecznie utożsamiałem je z działaniami artystycznymi. Przeczuwałem, że sztuka jest polem dużych i różnorakich możliwości. Nie miałem klarownej wizji sztuki, ale kiedy stratowałem na Akademię bycie artystą było po prostu jednym pomysłem na to, co ze sobą zrobić. Nie było alternatywy. Może mogłem jeszcze iść na filozofię – albo inżynierię budowlaną (śmiech). W liceum przetestowałem wszystkie osobowości jakie można przejść. Różne. Wszystkie. Kończyłem na jakiś różowych, kwasowych jazdach.

I wybrałeś się na Akademię w Poznaniu, uczelnię, która słynie z zacięcia, nazwałbym to, inżynierskiego. Łukasz Gorczyca ukuł kiedyś na określenie poznańskiej sztuki termin PSI – Poznańska Szkoła Instalacji, który zresztą artystom z twojego miasta niezbyt się spodobał. Wiesz o co chodzi – wszystkie te rozbudowane instalacje z użyciem mebli, silniczków, wiatraczków, różnych układów mechanicznych, elektryki, stolarki, spawania – Poznań z tego słynie. Poznańscy artyści lubią sobie pomajsterkować. Czujesz się częścią PSI, widzisz się w ramach tego nurtu?
Ja bym nie kategoryzował. Ale na pewno istnieje taki rys, skoro ty go dostrzegasz – i ja też zdaję sobie sprawę obecności takich tendencji w Poznaniu.

Każdy poznański artysta robi co najmniej jedną pracę z krzesłami. Nie wypominając, ty też jedną zrobiłeś. Chodzi mi o realizację „Praktiker” z Inner Space w Poznaniu z 2000 roku. Ostro zagrałeś wówczas ze skalą. W pudełku po herbacie Lipton umieściłeś miniaturowe repliki mebli – były tam malutkie krzesełka i stół. Tuż obok stało gigantyczne pudełko po Liptonie, w którym znalazły się dokładnie takie same sprzęty, tyle że prawdziwe, naturalnych rozmiarów. Była to więc historia o Guliwerze, który przebywa w krainach Liliputów i Olbrzymów jednocześnie; zniosłeś granice między tym co duże i małe.
Znamienne, że tę pracę z krzesłami i Liptonem zrobiłem zaraz po studiach – co byłoby dowodem na twoją tezę o duchu PSI na poznańskiej Akademii.
 
Artyści lubią teraz czystą robotę, projekty zakładające minimum nakładów i maksimum efektu: między innymi dlatego tak popularne jest wideo, do zrobienia którego wystarczy kamera, komputer i pomysł. Tymczasem ty lubisz się napracować, robisz prace w dużej skali, w dodatku efemeryczne, więc nie można ich przetransportować, pokazać jeszcze raz ani sprzedać. Bezinteresowny z ciebie artysta – lubisz chyba strzelać na wiwat.
Lubię tymczasowe historie. Nigdy się nie powtarzam prac, nie lubię powtórnie pokazywać tych samych projektów - robię sztukę jednorazową. Gdybym miał zrobić coś „na zawsze”, musiałbym przeformułować założenia mojej sztuki – zarówno techniczne, jak i ideowe. Nie jestem pewien czy w ogóle chciałbym się za takie trwałe dzieła zabierać.

Jak wygląda proces powstawania twoich projektów – które w większości są przecież pracami wypisującymi się w kontekst miejsca, w którym są pokazywane? Masz jakiś bank gotowych pomysłów i szukasz odpowiednich miejsc do ich realizacji czy też przyjeżdżasz gdzieś i reagujesz na gorąco?
Bardzo ważne, aby przyjechać wcześniej w miejsce, w którym mam pracować, rozejrzeć się, zorientować, wyczuć atmosferę, i w takie miejsce wkomponować się z moim problemami artystycznymi. Nie tworzę banku gotowych pomysłów na projekty – istnieje raczej bank zagadnień, które interesują mnie w sztuce.

Czyli...?
Granice sztuki, pytanie do kogo jest adresowana, dlaczego coś uznajemy za sztukę a czegoś innego już nie. Gdzie przebiega granica i w którym momencie to ja ją wyznaczam, a w którym widzowie. Bardzo ważne jest też dla mnie budowanie napięcia. Moje prace działają często na zasadzie swego rodzaju zakrzywienia czasoprzestrzeni: wszystko jest w porządku, rzeczywistość wydaje się spójna i nagle natrafiasz na moment w czasoprzestrzeni, w którym ta rzeczywistość załamuje się, w delikatny sposób się zakrzywia.

Ten moment to właśnie twoja praca. Te realizacje działają trochę jak wirusy, które zakłócają rutynową pracę „systemu” rzeczywistości.
Tak. Ale samego „zakrzywiania” rzeczywistości, czyli kreowania różnego rodzaju zaskakujących sytuacji nie traktuję jeszcze jako sztuki. To raczej sztuczki, których zadaniem jest zwrócić uwagę odbiorcy. Te moje interwencje w rzeczywistość są totalne i dyskretne jednocześnie, obliczone na wrażliwszego i uważniejszego widza.

Dlatego wtapiasz prace w spektakl codzienności. Twoje realizacje są często bardzo duże, a jednocześnie zakamuflowane w otoczeniu, z którego trzeba je dopiero wyłuskać.
Dbam o to, aby potencjalnego odbiorcę zaciekawić i uwieść, wciągnąć w moją historię. Ale sztuczki nie wystarczą – to tylko środek na zwrócenie uwagi, punkt wyjścia do refleksji, którą powinny wywoływać prace.

Gdyby nie ograniczenia techniczne pewnie trudno by ci byłoby się zatrzymać - jechałbyś dalej i „zakrzywiał” coraz większe obszary rzeczywistości.

Gdybyś mi dał nieśmiertelność budowałbym jedną pracę przez całe życie.

Jak w opowiadaniach Borghesa.
Dokładnie.
 
Sytuacje, które tworzysz mają często surrealistyczny smak, a jednocześnie są komentarzem do zupełnie realnych sytuacji. W 2001 roku na ulicy Żydowskiej w Poznaniu zrobiłeś instalację „Serenada”. Stała tam stara kamienica – sąsiednią wyburzono i na ślepej ścianie ujawniły się zarysy nieistniejących już mieszkań. To były mieszkania, z których została tylko jedna ściana. Ty jedno z tych mieszkań umeblowałeś Powiesiłeś obrazek, półeczkę, doniczkę, a także łóżko, stół i krzesła. Efekt był magiczny, a jednocześnie przecież ta praca odwoływała się do zupełnie realnego faktu – była cieniem mieszkania, które kiedyś w tym miejscu istniało. Ciekaw jestem czy bardziej interesuje się nadrealny czy też realistyczny wymiar twoich prac.
Idealna sytuacja to taka, w której już nie wiadomo co jest realne, a co nie realne.
 
Na przykład wybrzuszająca się podłoga, którą zrobiłeś w Galerii Wschodniej w Łodzi w 2002. Tym w pokoju wyłożonym drewnianą klepką podłoga w pewnym punkcie wybrzuszała się i okazywało się, że pod podłogą urządzone jest miejsce do spania z poduszeczką i kołderką. Sytuacja zupełnie jak z jakiegoś Lyncha, który zresztą być może nieprzypadkowo jest takim amatorem łódzkich klimatów.
Punktem wyjścia był samo miejsce. Przejechałem do Łodzi; wszystko tam jest rozwalone, kamienice się chwieją i rozpadają, tynki opadają, chodniki w mieście są wybrzuszone. Galeria Wschodnia z kolei urządzona jest w zwykłym mieszkaniu. Ktoś kiedyś zrobił z tego lokalu galerię, a ja postanowiłem z powrotem zrobić tu miejsce do mieszkania – z miejscem do spania pod podłogą
 
Spanie pod podłogą to historia doprawdy kafkowska - kto śpi pod podłogą ten ma chyba ma poważny problem
Można w tym odnaleźć jakiś rys paranoidalny. Z drugiej strony sam tam spałem i czułem się świetnie, jak pod bardzo grubą kołdrą – taką kołdrą po której można było jeździć deskorolką (śmiech). To było dość perfekcyjnie zrobione, parkiet miał ze sto lat, każda klepka była cięta precyzyjnie wzdłuż, aby uzyskać wybrzuszenie i jednocześnie zachować rysunek śladów, zabrudzeń i odcisków na drewnie.

Na pierwszy rzut oka odnosi się wrażenie jakby drewniana podłoga pewnego dnia po prostu sfalowała się niczym jakiś dywan.
Tak to miało wyglądać, ale w rzeczywistości stała za tym dość złożona konstrukcja. Była szkielet metalowy, na nim drewniany, i dopiero na tym bardzo starannie przycięta i ułożona oryginalna klepka.

Miałeś chyba piątkę z ZPT.
Gdzie tam. Wszystko robiłem krzywo. To, że można pewne rzeczy robić wynika z tego, że są większe możliwości. Do projektu w Łodzi wziąłem fachowca, takiego majsterkowicza, bo zawodowy stolarz popukał się w głowę, że ”nierealne, nierealne”. Miesiąc się w tym grzebaliśmy.
 
Ale Adama Słodowego to ty chyba pilnie oglądałeś jak byłeś mały. U Słodowego, przy całej siermiężnej ekstrawagancji jego pomysłów, z dzisiejszej perspektywy można zobaczyć rodzaj szczególnego, odlotowego myślenia abstrakcyjnego, które jawi się nieomal jako sztuka. Niekonwencjonalne materiały, zmienianie jednych rzeczy w inne, absurdalne operacje wykonywane na przedmiotach codziennego użytku i transformowanie ich w inne przedmioty codziennego użytku dziwnie przypomina mi praktyki takich artystów jak, dajmy na to, ty czy Tom Friedman.
Oczywiście. To był super program bo nigdy nie można było zrobić tego co Słodowy proponował - i to było bardzo fajne. Niejeden się nabrał na te jego zabawy – pamiętam przyjaciela który budował powiększalnik według Słodowego z puszki po kawie ince i jakich rupieci i o mało co się mu się chata nie spaliła.
 
W 2001 roku zrobiłeś projekt o proroczym tytule „Globalizacja”. W małym mieście na zachodzie Polski pojawiły się za Twoją sprawą wiązki grubych kabli telekomunikacyjnych. Można było je spotkać koło budek telefonicznych i skrzynek elektrycznych, niektóre wystawały z trawników, inne znikały w piwnicznych okienkach, pod schodami, albo w dziurach chodnika. Wyglądało to tak, jakby przez miasto przeleciała nagle jakaś tajemnicza infostrada.
To było w Tarnowskich Górach. Wiadomo jakie są Tarnowskie Góry: miasto typowo górnicze, a jeżeli chodzi jakiekolwiek akcje artystyczne, to zapomnij. I to właśnie było istotnym elementem mojej realizacji. Dyrektor Muzeum Ziemi Tarnowskich Gór, prezes w garniturze, na oko żywcem wzięty z poprzedniej epoki, zaprosił mnie do udziału w akcji artystycznej. Pracę wykonałem w ciągu weekendu. Miałem mnóstwo izolacji, odpowiednio spreparowane końcówki – samych kabli w izolacjach oczywiście nie było, ale rzecz wyglądała bardzo przekonywująco. Oplotłem nimi całe miasto. Przechodziły między innymi przez trawnik koło muzeum. Po weekendzie kiedy dyrektor przyszedł do pracy, pierwsze co zrobił to kazał sekretarce dzwonić do telekomunikacji i pytać czy ich powaliło, żeby tak rozkopać ziemię i po trawniku ciągnąć jakieś kable. Tepsa się nie przyznała, więc drążył dalej, może energetyka położyła, może ktoś inny.
 
Czyli organizatorzy imprezy nie mieli pojęcia co robisz? Pracownicy galerii poszli na weekend do domu, a ty tymczasem wziąłeś kable, łopatę i zacząłeś okablowywać Tarnowskie Góry?
Wiedzieli, że będę coś robił na mieście, ale nie wiedzieli co. W rezultacie nie było potem jasne czy to sztuka czy jakaś zwariowana akcja telekomunikacyjna. Reakcje ludzi, którzy byli świadkami kablowania też były fajne. Babcie pytały czy to jest do jakiegoś wielkiego komputera podłączone Trochę bałem się złomiarzy, bo pojawili się z wózkami żeby ukraść miedź z kabli – której w tych izolacjach wcale nie było. Już mnie podpytywali ile tej miedzi jest. Poza tym nikt się nie czepiał. Jak robisz coś absurdalnego, abstrakcyjnego to pytań są tysiące, a tu byłem w kombinezonie roboczym, kablowałem. Złudzenie było takie że jest to fachowa robota - są kable, to na pewno służą do czegoś użytecznego. Cały projekt potrwał bardzo krótko, bo jak dyrektor zorientował się o co chodzi , to zaczął się denerwować żeby nie było jakiejś chryi i po paru dniach kable zostały ściągnięte.

Ta sytuacja z kablami mogła być dla przypadkowych odbiorców dość opresyjna. Mieszkasz w Tarnowskich górach i nagle widzisz jakieś kable, przez które płyną pewnie gigabajty informacji, a ty nie masz do nich dostępu, infostrada przebiega pod twoim nosem, ludzie się komunikują, a ty w tym nie uczestniczysz.
Właśnie tak to miało być. Tarnowskie Góry to jest takie miasto poza – kładąc kable jeszcze wyraźniej podkreśliłem, że jest poza. Chciałem podkreślić sytuację peryferyjności, którą sam zresztą odczułem kiedy zaproponowano mi realizację w Tarnowskich Górach. Tarnowskie Góry? Gdzie to leży? Rozmawiałem z dyrektorem galerii: kto tam będzie oglądał sztukę? Ja? Ty?

No właśnie, wiele prac zrealizowałeś przecież poza głównymi szlakami artystycznymi, w miejscach gdzie nie ma „zawodowej” publiczności od sztuki.
Najciekawsze bywa obserwowanie reakcji osób, które nie są opatrzone we współczesnej sztuce, nie są do niej przyzwyczajone. Takie osoby reagują najfajniej.

Robiąc projekt w takich Tarnowskich Górach, masz gwarancję, że nie przyjadą tam żadni krytycy ani kuratorzy – mało tego, nie mówisz co zrobisz nawet kuratorowi, który urządza imprezę. Instalujesz się po cichu i zanim ktoś połapie się co właściwie się zdarzyło, znikasz po angielsku i wracasz do domu – a twoje prace oglądają przypadkowi przechodnie, na zasadzie dziwnej niespodzianki, na którą natykają się w swoim mieście. To zupełnie odwrotny sposób działania niż w wypadku wielu twoich rówieśników, dajmy na to twojej koleżanki z Akademii w Poznaniu, Moniki Sosnowskiej. Ona robi na przykład wystawę w Fundacji Galerii Foksal, której publiczność liczy z kilkadziesiąt osób – ale są to wyłącznie osoby, które siedzą w sztuce. Efekt jest taki, że Monika jest międzynarodową gwiazdą, ty zaś, mój drogi, jesteś outsiderem.
Wiadomo, że sztuka zajmuje pewne nisze. Te nisze zaludniają eksperci. To naturalne, ale kryje się w tym niebezpieczeństwo totalnej izolacji. Mamy tu swoją działkę, swoją sztukę, my tu swoje wiemy – eksperci. Śmieszna sprawa.

Może śmieszna, ale co z karierą?
(śmiech) Nie ma kariery. Przy tego typu działaniach jakie robię, nie bardzo jest mowa o karierze.

Tak się ułożyło, czy to świadomy wybór?
Świadomy. Tu wracamy do pytań o sztukę: po co, dla kogo, gdzie są jej granice? Mnie się wydaje wręcz, że czasami za bardzo jadę już w kierunku robienia sztuki pod kuratorów, za często daję się namówić na udział w różnych zbiorowych wystawach, artystycznych spędach. Gdybym miał się stać artystą, który adresuje swoje działania w pierwszej kolejności do profesjonalistów i instytucji, musiałbym zaprzeczyć całej drodze, którą dotąd szedłem.

W rezultacie towarzyszy ci jak na razie rozgłos odwrotnie proporcjonalny do rozmachu twoich realizacji. A jeżeli jesteśmy przy sprawie rozmachu, to trzeba wspomnieć o projekcie „Sweet Harmony”. W zeszłym roku w Poznaniu wkroczyłeś do mieszkania w starej kamienicy i zbudowałeś w środku drugie mieszkanie, niewiele mniejsze od prawdziwego. Powstało coś na kształt „baby w babie” tyle, że w skali kilkupokojowego lokalu. Wnętrze mieszkania wybudowanego przez ciebie było idealnie białe, urządzone białymi nieskazitelnymi sprzętami. Tymczasem przestrzeń oryginalnego mieszkania zawęziła się do plątaniny wąskich korytarzy, bo przecież niemal całe miejsce w domu zajęła twoja instalacja. W tych korytarzach żyli ludzie, których namówiłeś na udostępnienie mieszkania do zbudowania instalacji. Trzeba przyznać, że zgodzili się na spore mentalne i fizyczne wyrzeczenia.
To byli moi znajomi. Oni zawsze mieli niezły bałagan, nie mogli zapanować na tym mieszkaniem. Powiedziałem: słuchajcie, zrobię projekt, który rozwiąże ten problem. Szybko przyzwyczaili się do funkcjonowania w części „zewnętrznej” mieszkania. Na początku miało to trwać tydzień, potem przedłużyło się do trzech – plus miesiąc budowania wcześniej. Czas budowy był zresztą o wiele bardziej uciążliwy niż późniejsza obecność samej instalacji – hałas niesamowity, materiały budowlane, samych płyt gipsowych poszło tam ze 150. Zabudowałem wszystkie pomieszczenia – doszczętnie zrujnowałem całe mieszkanie.

Spędziłeś tam jakiś czas, żeby zobaczyć jak żyje się z twoją instalacją?
Oczywiście. Można się przyzwyczaić – człowiek zaczyna się zupełnie inaczej poruszać, zachowywać. Do ubikacji przedzierasz się przez cały labirynt wąskich korytarzy, przestajesz być wrażliwy na dzwonek do domu, bo i tak nie uda ci się dotrzeć na czas do drzwi. Po demontażu konstrukcji mieszkańcy z przyzwyczajenia jeszcze przez wiele dni chodzili pod ścianami.

Ta praca kojarzy mi się z Totes Haus Ur, obłąkańczym projektem Gregora Schneidera, który od kilkunastu lat przebudowuje wnętrza swego domu w Rhydet w Niemczech. Schneider przerobił wnętrze swojej kamienicy w paranoidalny labirynt, pełen za wąskich korytarzy, dziwnych przejść, pomieszczeń wbudowanych w inne pomieszczenia, atrap pokoi, osobliwych prowizorycznych konstrukcji.
W niektórych realizacjach wchodzę na czyjeś pole. Mogę korzystać z takich samych mediów, czy form, ale, jak sądzę, w zupełnie innym celu.

Interesuje cię sztuka, czy tak sobie? Pytanie jest z pozoru absurdalne, bo jesteś artystą, ale jest przecież spora grupa artystów, która nie przejmuje się tak bardzo tym co dzieje się w sztuce. Interesują się nią bo są ludźmi kulturalnymi, ale inspiracje czerpią z zupełnie innych źródeł.
Mnie jednak interesuje sztuka, choć kiedy żyje się w Poznaniu uczestniczenie w życiu artystycznym jest trochę uciążliwe: trzeba by więcej jeździć, zmienić sposób życia. Na tyle, na ile mogę, staram się być na bieżąco, wszystko mnie interesuje, nawet zła sztuka – a może nawet złe prace zajmują mnie szczególnie. Ciekawie jest odkrywać co było w nich spieprzone, dlaczego były złe.

Sztuki jest coraz więcej. Przybywa imprez, biennale, artystów, galerii...
To huknie w pewnym momencie. Jak coś się tak rozdyma, to może w końcu pęknąć.

A ty nie pękniesz? Jak właściwie finansujesz te swoje projekty?
Jak bym policzył wszystkie koszty, wszystkie pieniądze, które wydałem w ciągu ostatnich pięciu lat na sztukę, to mógłbym dziś być bogatym facetem. Pełna laba.

To znaczy, że ty za to wszystko płacisz??
No ja. Nie wiem jak i skąd, ale płacę. Nie jestem bogaty z domu, nie stratuję z wysokiego pułapu. Nieraz to kwestia szczęścia, po prostu udaje się coś zrobić. Czasami jak pomyślę, na jak miękkim finansowo gruncie opiera się moja działalność, to czuję, że to wszystko musi pieprznąć, a ja pójdę siedzieć.

Ile na przykład kosztuje wygrzebanie takiej dziury pod namiotem, jak wypadku projektu ze Szczecina?
Koparkę wynajmuje się za tysiąc złotych na dzień. Oprócz koparki działa jeszcze Kamaz, który wywozi to, co wygrzebie koparka – to kolejny koszt. I jeszcze faceci, którzy ładują ten piach, i inni, którzy budują całą konstrukcję – wszystkim trzeba zapłacić. Do tego jeszcze mnóstwo małych pierdół i pęka kilkanaście tysięcy.

I wykładasz tą kasę z kieszeni? Pensje na Akademii chyba nie są wysokie. Co ty robisz, sprowadzasz po godzinach samochody ze szrotów w Reichu?
Gdzie tam – częściowo rodzina pomaga, częściowo sam organizuję kasę. Mam fuchy – czasami coś zaprojektuję, ostatnio robiłem klub w Poznaniu – bardzo zresztą lubię taką pracę jeżeli dostaję wolną rękę. Poza tym nie wydaję pieniędzy, nie jeżdżę na super wakacje, kupuję mało rzeczy.

Nie konsumujesz.
Mało konsumuję – z wyjątkiem piwa.

I masz taką fantazję, żeby przeznaczać pół roku życia na jeden projekt i to w dodatku efemeryczny. Sprzedałeś kiedyś jakąś pracę?
Jedną ostatnio udało mi się sprzedać – do kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Był to oczywiście obiekt, bo żaden z moich dużych projektów już nie istnieje. Wszystko zniknęło. Sam się czasem zastanawiam w czym ja grzebię – chyba w chmurach.

Rozmawiał Stach Szabłowski

<<<Maciej Kurak: Globalizacja, instalacja, 2001, fot. Marek Glinkowski
Fotografie z archiwum Festiwalu Sztuki PRECEDENS_ART http://free.art.pl/precedens_art



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA