TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
[2008-10-15]


Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce, otwartego w tym roku w Toruniu. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska

Słyszałam, że będziecie musieli się przeprowadzić. Mam wielką nadzieję. Wiecie już dokąd? 
Właśnie nie wiemy dokąd i to jest smutne. Los kamienicy przy Hożej 42 jest przesądzony. Mamy nawet taki pomysł, żeby jej bronić. Nie to, że chcemy tutaj zostać, bo i tak chcieliśmy, i chcemy zmienić lokal, ale teraz okazało się, że kamienica ma problemy. Że już jej nie będzie, nie będzie… 

Jak to? A co będzie?
 
Ta kamienica została zwrócona właścicielom czy ich spadkobiercom, którzy już parę miesięcy temu prawnie ją przejęli. Udało nam się porozmawiać z ich pełnomocnikiem – mecenasem, który powiedział nam, że kamienica wystawiona jest na sprzedaż. Do końca przyszłego roku będzie się w niej toczyć jakaś aktywność, ludzie będą mieszkać, potem budynek ma być opróżniony. 

Czego potrzebujecie? 
200, 300 metrów i windę. 

W centrum miasta? 
Niekoniecznie. Nie chcemy na przykład na Pradze, ale Ochota, Wola, Mokotów jak najbardziej.

Wszystko, co robicie jest uważnie obserwowane, może nawet za uważnie, może nawet nadinterpretowywane. W każdym waszym ruchu wszyscy oczywiście węszą nowe strategie Rastra. Więc co, macie jakąś? Strategia jest bardzo złożona. Wysyłamy sprzeczne sygnały, takie dezinformujące. Na przykład napisaliśmy w nocie prasowej do poprzedniej wystawy „Krzywe Koło”, że zmieniamy profil na geometryczno- abstrakcyjny i niektórzy uwierzyli, że to prawda. To znaczy w pewnym sensie to jest prawda, ale niektórzy wykazali się szczególnym brakiem poczucia humoru i dystansu. 

Czy to nie wynika z tego, że mimo upływu czasu pozostajecie instytucją, która wyznacza pole zainteresowań dla sporej grupy uczestników życia kulturalnego? 
Mamy mnóstwo pomysłów na zmianę strategii. Jedna z tych strategii dotyczy aktywowania różnych miejsc. Mamy pomysły związane z rozwojem przestrzennym, tylko lokalu jeszcze nie mamy. Dlatego trudno nam powiedzieć, co to będzie konkretnie, bo to będzie zależało od nowego miejsca. Możliwe są dla nas dwa kierunki. Albo ulepszania siedziby Rastra, galerii, znalezienia takiego miejsca jak to, ale większego, wygodniejszego, jeszcze lepszego i szlifowania formuły wcześniej wypracowanej, co może się uda, jeśli dostaniemy podobny lokal. No ale nie wiem, czy to się uda, czy mamy na to jeszcze energię. 
Drugi kierunek jest taki, że Raster będzie tylko częścią czegoś większego. Ale to też zależy od tego, jaki lokal uda nam się zdobyć. A trzeci jest taki, że Raster będzie bardzo malutki (ogólna wesołość). 

Niewiele to niestety wyjaśnia, ale na pewno odpowiednio zaciemnia. Myślałam, że to wynika trochę z obserwacji przygód Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które chciałoby mieć jakąś substancję, gdzie będzie realizować swój program, ale nie mogą jej uzyskać. W związku z tym może w Warszawie pojawi się formuła realizacji projektów w rozproszeniu, w rozmaitych lokalizacjach, po prostu dostępnych, a niekoniecznie związanych ze sztuką czy kulturą. 
To jest sprzężone z sytuacją ekonomiczną, bo kiedy wynajmowaliśmy nasz lokal w 2003 roku, to sytuacja w tego typu komercyjnych nieruchomościach była zupełnie inna. Lokale były łatwo dostępne. Teraz jest coraz trudniej, ponieważ kamienice rzeczywiście zaczynają wracać do właścicieli i wszystko się zmienia. Jest drożej. Kontekst jest taki, że w Berlinie jest taniej niż w Warszawie, więc pojawiają się różne pomysły. 

Chcecie się przeprowadzić do Berlina? 
Nie, najwyżej czasowo. Gdybyśmy nie mogli znaleźć tu żadnego lokalu przez rok czy półtora, przeniesiemy się do Berlina, bo tam nie jest problemem znalezienie lokalu po przystępnych cenach. Ale nie jest to nasze wymarzone rozwiązanie, bo chcemy się trzymać naszej tożsamości warszawskiej.

A to ciekawy wątek. Jak możesz to wyjaśnić?
Każdy kto mieszka w Warszawie, kocha to miasto! A poważnie, to mamy takie poczucie, że trochę rzeczy tu zrobiliśmy, i mówiąc: tu, mam na myśli nie tylko Warszawę, ale i infrastrukturę sztuki współczesnej. Wypracowaliśmy grono ludzi, artystów, kolekcjonerów, publiczności, dla których Raster ma znaczenie jako punkt odniesienia. Chcieliśmy także wprowadzać artystów zagranicznych i robimy to od dwóch lat. To wynika z naszej świadomej strategii umiędzynarodawiania sytuacji w Warszawie, żeby nie tylko była miejscem eksportu, ale także miejscem wymiany. Dla nas to jest ważna część tożsamości Rastra, że jesteśmy w Warszawie, że jesteśmy związani z tą sceną i wpływaliśmy na to, jak się rozwija, w jaki sposób się o sztuce mówi. Jeszcze bardziej umacniam się w tym myśleniu, kiedy widzę, jak rozwija się scena kolekcjonerska w Polsce, kiedy pojawia się coraz szersze grono kolekcjonerów i nie są to tacy kolekcjonerzy, z którymi my się kontaktujemy gdzieś tam na świecie, bo kolekcjonują też prace polskich artystów, a my jesteśmy jedną z 50 galerii, w których oni robią zakupy. Zawsze zazdrościliśmy galeriom z Brukseli czy z Londynu, że mają swoich własnych kolekcjonerów, ludzi, którzy nie tylko oczekują od galerii tego, że przyjdą i kupią coś, ale oczekują także, że galeria będzie im pomagać w dokonywaniu wyboru, wskazywać ciekawe kierunki. Będzie miejscem, któremu oni mogą zaufać, że powstanie między nimi rodzaj symbiozy. Chcemy, jeśli na przykład nastąpi wielki krach i nagle wokół Polski wytworzy się wielka przepaść i Unia Europejska się rozpadnie, żeby tu, w Warszawie, ta mała jednostka społeczna – Raster, nadal mogła funkcjonować w gronie kolekcjonerów i publiczności i była w stanie także lokalnie przeżyć. Utrzymywać tu płomyk kultury. Chodzi o substancję lokalną, żeby zachować sytuację, która opiera się na lokalnych siłach, na ludziach chcących się mocniej angażować. Mocniej – w sensie bardziej konsekwentnie, i mocniej – w znaczeniu pieniędzy, które przeznaczą na sztukę. Nie mówię o tym, że będą kupować prace, ale ich zaangażowanie może przejawić się tym, że pomogą znaleźć sponsora czy załatwić coś ważnego. Ten lokalny wymiar Rastra jest super ważny. On się nie kłóci z międzynarodową aktywnością i obecnością, a dla każdej galerii jest ważne, aby wokół niej byli ludzie. Kiedy przyjrzysz się uważniej galeriom w Londynie czy Nowym Jorku, to zaczynasz rozumieć, na czym one polegają. Pierwsze nasze spostrzeżenie było takie, że wszystkie wyglądają jak bardzo eleganckie biura, z bardzo eleganckim panem albo panią siedzącymi za wydizajnowanymi biurkami, których zadaniem jest rozpoznawanie znanych kolekcjonerów i dzwonienie, żeby przyszedł ktoś z zaplecza. Szukaliśmy na świecie galerii, które mają inny model. W końcu udało nam się znaleźć te, które myślą inaczej, są zbudowane na innym etosie. Bardziej przypominają czyjś prywatny, jednoosobowy interes, galerię otoczoną grupą przyjaciół, artystów i kolekcjonerów niż minikorporację, dużą firmę zatrudniającą wielu ludzi. Przyglądaliśmy się więc tym mniejszym galeriom, niektóre z nich wzięły udział w Willi Raster w 2006, a niektóre tworzą z nami projekt The Fair Gallery.

Tak? Możesz o nim słów parę?
Projekt The Fair Gallery rozpoczęliśmy oficjalnie w zeszłym roku. Wspólnie z trzema galeriami – gb agency z Paryża, Hollybush Gardens z Londynu i Jan Mot z Brukseli, utworzyliśmy nową, efemeryczną galerię, która objawia się tylko w czasie targów sztuki. Praktycznie polega to na tym, że The Fair Gallery, mająca swoją stronę internetową, aplikuje jako TFG na targi sztuki. Po raz pierwszy uruchomiliśmy ją na ubiegłoroczne targi sztuki Frieze w Londynie. Teraz będzie to po raz drugi. Za każdym razem TFG zaprasza kuratora albo freelancera i proponuje mu zorganizowanie prezentacji TFG w ramach tych targów. Kurator otrzymuje wolną rękę, poza tym, że oczekujemy, że będzie to projekt, w który zaangażowani będą artyści z naszych galerii, a nie z zupełnie innych.

Wcale się nie dziwię. Już bez przesady, prawda?

Kurator przygotowuje projekt i potem go realizuje. Jesteśmy razem na stoisku i kurator prezentuje swój projekt. To kuratorowana wystawa. W zeszłym roku zrobiliśmy wystawę, w tym roku projekt polegający na tym, że wszystkie wystawione dzieła sztuki mają być poddane przez ich autorów dekonstrukcji, na stoisku mają pozostać tylko ich części składowe, materiały, które nie mają już statusu dzieł sztuki. Jest to raczej utopijny gest, ale radykalny. Celem projektu jest zmiana formatu obecności galerii na targach i zagrania z tożsamością galerii. Dlatego wciągnęliśmy kuratorów, co umożliwi naszym artystom wejście w troche inny kontekst. 


Kogo zaprosiliście do kuratorowania w tym roku? 
W tym roku kuratorem jest Pierre Bal-Blanc, bardzo interesujący francuski kurator, dyrektor CAC Bretigny pod Paryżem, jednej z bardziej znanych publicznych galerii francuskich. On między innymi produkował film Żmijewskiego „80064”. Dla kuratora to jest wyzwanie, bo jest sprowokowany do tego, by działać w komercyjnym kontekście targów sztuki, do których wielu kuratorów ma mniej lub bardziej słuszny dystans. Usiłujemy wprowadzić element gry, wciągać w nią kuratorów i samemu dać się przez tych kuratorów po trosze zmanipulować.

Zrewolucjonizowaliście atmosferę wokół sztuki, wprowadziliście artystów, którzy są historią polskiej sztuki najnowszej.Trudno być permanentnym rewolucjonistą, jak sobie radzicie?
To byłoby głupie, gdybyśmy się teraz wypierali, że nie robiliśmy żadnej rewolucji. Tak, zależało nam na radykalnych zmianach. Dużo zostało zrobione, ale też już bez naszej pomocy wiele rzeczy się zmieniło i zmienia. A teraz trzeba robić inne rzeczy.

W jakim kierunku?
Trzeba przekształcić polski szowinizm w stronę swobodnej wymiany myśli. Nie może tak być, że na wernisaż młodego zagranicznego artysty, znanego w Europie, wystawianego w galeriach, do Zachęty przychodzi jedna trzecia publiczności z tego, co na wystawę młodego polskiego artysty. To jest po prostu niezrozumiałe. Przeżywaliśmy to bardzo mocno. W ubiegłym roku pokazywaliśmy w Rastrze prace Johanny Billing, artystki bardzo uważnie obserwowanej przez wiele instytucji i kuratorów, która miała już kilka muzealnych wystaw. Nie jest gwiazdą rynkową – jej filmy to wyrafinowana sztuka na temat relacji społecznych. Kiedy byliśmy w Stanach, pytano nas o to, co jest teraz u nas w galerii. My, że Johanna Billing. I nie było pytania o to, kto to jest, tylko wszyscy pytali „A które prace pokazujecie?”. Staraliśmy się więc zrobić, żeby w Polsce był jakiś odzew na jej prace, no i to była porażka. Nikt nie chciał o tej wystawie pisać.

Dlaczego nikt nie chciał pisać?
Myślę nawet, że to jest OK, że media mogą się bardziej interesować kolejną wystawą młodego polskiego artysty. Ale z pewnym bólem odebrałem sygnał, że jest problem środowiska profesjonalnego, że tutejsi kuratorzy nie są takimi sytuacjami zainteresowani, że interesują się tylko wtedy, gdy sami robią projekt. Nawet rozmawiałem o tym z pewnym wysoko postawionym kuratorem jednej warszawskiej instytucji, który powiedział, że wystawy młodych europejskich artystów nie są potrzebne w Polsce, że tutaj są potrzebne albo duże wystawy problemowe, albo wystawy gwiazd, jakie robi Milada Ślizińska. A artystów młodych jest przecież mnóstwo i skąd on ma wiedzieć, czy ten artysta akurat jest dobry, a nie inny z dwustu dostępnych. A że sam jeździ tylko na główne biennale, to nie ma czasu się orientować w innych rzeczach. To jest też sposób myślenia, jaki reprezentuje dziennik „Rzeczpospolita” robiąc ranking Kompas Sztuki. Na świecie jest dużo rankingów, jak na przykład niemiecki Kunstkompass, który polega na tym, że są ustalone kryteria oceny i liczy się punkty na przykład za to, gdzie artysta wystawia, w jakich instytucjach, galeriach, w jakich jest kolekcjach itp. A według „Rz” u nas tak nie można, bo w Polsce są inne realia. I przeciwko temu się buntujemy. W Polsce nie ma innych realiów, bo już nie ma granic. Wszystko się zmieniło. Dlaczego pani dziennikarka nie może usiąść, jeśli chce mieć fajny ranking, poświęcić dwa tygodnie i zliczyć te punkty? Zamiast tego proponuje rozesłanie ankiety do wszystkich BWA w Polsce i kilkudziesięciu osób, z czego wychodzi, że Nowosielski jest teraz ‘top ten’ wśród polskich artystów. Jaki to ma sens? Sukces polskich artystów strasznie wszystkim zawrócił w głowie, ale w Polsce. Przyniósł dużo energii, siły, przyniósł też pieniądze, które otworzyły możliwości działającym tu artystom, niektórzy z nich mają swoje galerie za granicą, o czym się wiele nie mówi. Możemy teraz z tego skorzystać – dzięki kontaktom, środkom. Możemy wybrać wszystko, co najlepsze i przenieść tutaj.

Czy brak reakcji na niektóre wystawy nie wynika z tego, że kiedy znika polski wątek, to znika prosty początek od którego można zacząć? A może brakuje narzędzi do mówienia o sztuce?
Krytycy, kuratorzy nie czują się na siłach, nie mają takich kompetencji, dostatecznego zainteresowania, żeby prowadzić swobodny międzynarodowy dyskurs. Takich ludzi jest w Polsce ciągle niewielu, przybywa ich, ale nadal jest to bardzo nieliczna grupa. Wciąż nie udało nam się zmienić kondycji typowej dla sceny prowincjonalnej: skupionej na sobie i mającej tylko bezpośrednie relacje z innymi ośrodkami, Nowym Jorkiem czy z Londynem najchętniej. Ale już tak, żeby z Pragą czy z Kijowem, to nie bardzo, no bo niby co stamtąd możemy dostać?

Czy to nie wiąże się z faktem, że przestaliście pisać? Bardzo ważna część edukacyjnej działalności Rastra zniknęła po zawieszeniu pisma.
Mam trochę poczucie, że popełniłem błąd, nie próbując rozmawiać. W miarę tego jak zaczęliśmy się zajmować różnymi sprawami i robić takie projekty jak np. The Fair Gallery, przestaliśmy z Michałem publikować teksty o charakterze bieżącym, komentującym. Myśleliśmy, że jesteśmy teraz po drugiej stronie, że teraz to my generujemy jakieś dobro, albo niedobro, jakieś wystawy, projekty, i czekaliśmy na to, że publiczność, krytycy, dziennikarze będą naszą działalność percepować, będą o niej pisać, albo bluzgać, że będą się przyglądać i zacznie się jakaś dyskusja. Z przerażeniem zauważyłem ostatnio, że większość tekstów na temat polskiej sztuki, także na temat instytucjonalnego funkcjonowania polskiej sceny, zawiera tezy wynikające częściowo z kompleksów, a częściowo z bardzo dużej niewiedzy. Dyskurs wokół rynku obciążony jest na przykład kompleksem pieniądza. Dociekania oparte są najczęściej na jakichś totalnych domysłach, a bardzo mało osób dysponuje realną wiedzą na temat tego, jak rynek sztuki naprawdę działa. Pomyślałem sobie, że może powinniśmy nadal być aktywni w dyskusjach publicznych.

Dużo jest na to przykładów. Teraz jest afera z CSW w Toruniu…
Co nazywasz aferą?

Nagonkę mediów lokalnych na program tej młodej instytucji.
Znam tę sprawę wszechstronnie. Mnie wypada o tym mówić, bo jestem członkiem Rady Programowej toruńskiego CSW. Jej byt się chwieje. Nie w takim sensie, że zaraz ją zamkną, ale w takim, że za chwilę przestanie istnieć tam program. 
Cały ten projekt robiony był bardzo szybko. Kilka lat temu Marek Żydowicz zaproponował, aby w Toruniu wybudować CSW. Ówczesny minister Waldemar Dąbrowski się zgodził, że wspaniale, że to będzie to miejsce, które stanie się uwieńczeniem programu Znaki Czasu, powstanie centrala, wielkie centrum sztuki współczesnej. Dzięki tej chęci i nakręceniu lokalnych prominentów udało się. Ministerstwo wspólnie z miastem Toruń i województwem kujawsko-pomorskim ufundowało nową instytucję. Dostali pieniądze z Unii i zaczęli budowę. 
Pierwszy dyrektor, młody menadżer, miał wszelkie umiejętności, żeby kierować tą inwestycją, zarządzać budową, starać się o dodatkowe fundusze itd. Pod koniec 2006 roku budynek był już w budowie. Jest dyrektor, ale nie ma ani jednego pracownika merytorycznego, nie wiadomo czym instytucja ma się zajmować. W związku z tym postanowiono założyć Radę Programową. Powstała więc Rada złożona z przedstawicieli ministerstwa, miasta i województwa, lokalnej uczelni artystycznej i toruńskiego Stowarzyszenia Znaki Czasu. Rada została postawiona w takiej sytuacji, że proszę, jest półtora roku do otwarcia, niech Rada powie, co mamy zrobić? Jest 9 facetów, średnia 55 lat. Ja zostałem wysłany przez ministerstwo, bo uważano, że powinien być w niej także ktoś, kto się zna na realiach rynkowych. Przez rok pracowaliśmy intensywnie, żeby przeforsować ogólnopolski, a może nawet międzynarodowy konkurs na program, na kuratora, bo statut CSW nie przewiduje dyrektora artystycznego, może być tylko jeden dyrektor. No więc robimy konkurs, do jury udaje się zaprosić wszystkich najważniejszych przedstawicieli instytucji sztuki w Polsce. Wygrywa Joanna Zielińska, wygrywa jej program. W międzyczasie niestety instytucja w budowie dostaje bardzo dużo pieniędzy na zakupy dzieł sztuki. Rada Programowa musi decydować, to jest szaleństwo, to jest obłęd. Powiedziałem: „Nie decydujmy, poczekajmy na rozstrzygnięcie konkursu i wyłonienie kuratora, niech instytucja sama utworzy radę zakupów, niech sami decydują”. Nie, nie, nie… nie możemy czekać. Więc pada propozycja, niech każdy powie, kogo kupujemy. „No to – mówi jeden członek Rady – ja proponuję, żeby kupić prace prof. Modzelewskiego”. Ja zaproponowałem zakup pracy Krzysztofa Wodiczki, ktoś inny prace prof. Gustowskiej, Mirosława Bałki. Później się okazało, że nie da się kupić Wodiczki, bo nie można się do niego dodzwonić, albo praca jest za droga. No dobrze, ale prace prof. Modzelewskiego i prof. Gustowskiej można. Lecz potem było kolejne 600 czy 300 tysięcy do wydania, ale tym razem część Rady powiedziała, że te pieniądze musimy wydać na lokalnych artystów. Niech lokalni artyści przesyłają swoje zgłoszenia i zaprosimy ludzi z regionu, to oni wybiorą te prace. Oponowałem: „Nie róbmy tego, nie róbmy tego”. Okazało się, że się nie da, siła wyższa. Bo to są częściowo pieniądze marszałka województwa, lokalne pieniądze. Trzeba je wydać i oczekuje się, że na prace artystów związanych z regionem. I tak poszło kilkaset tysięcy złotych na prace twórców jak do tej pory anonimowych dla polskiej historii sztuki. Na przykład tacy artyści kojarzeni z Bydgoszczą czy Toruniem jak Ela Jabłońska w ogóle się tam nie znaleźli. Znaleźli się za to inni. Nawet nie widziałem tych prac…

Będziesz miał okazję, bo wystawa kolekcji odbędzie się jeszcze w tym roku.

No właśnie… I nastąpił moment otwarcia CSW. Było bardzo mało czasu, bo tam pracuje bardzo mały zespół. Być może jest to także moja wina, trzeba było bardziej się zaangażować w PR, dotrzeć do ludzi. Na otwarcie nawet minister nie przyjechał, mimo że było to otwarcie pierwszego centrum sztuki współczesnej zbudowanego w Polsce po wojnie. Olbrzymi budynek, nie ma drugiej takiej galerii w kraju, ale minister nie był w stanie się pofatygować.
Teraz sytuacja zaczyna grzęznąć. Myślałem, że jak ludzie w Toruniu zobaczą to przedsięwzięcie, tę sztukę, która nie przypominała niczego, co wcześniej prezentowano w tym mieście, inną skalę, inny język, inne zagadnienia, to ich to przekona, że to jest inna bajka, że znaleźli się w nowym świecie, że to jest coś nowego. Tymczasem nie, oni się denerwują, że to jest niefajne, a tymczasem są duże potrzeby lokalne, jest mnóstwo artystów lokalnych, którzy powinni mieć wystawy.

No i co zrobić?

Dalsze funkcjonowanie Rady Programowej nie ma już większego sensu, bo jej spotkania sprowadzają się teraz wyłącznie do bezsensownych natarć na dyrektora i kuratorkę. Znaczna część tego gremium uważa, że program wyłoniony w drodze konkursu jest do niczego i trzeba zrobić wystawę przewodniczącego Rady Programowej, profesora Wolskiego. A dyrektor, drugi już, kompetentny, uczciwy menadżer, nie zna się na sztuce, ale dobrze rozumuje, że jeśli wszyscy lokalni są przeciwko, to uważa, że można zrobić taki kompromis. Z mojego punktu widzenia nie można zrobić takiego kompromisu, bo potem będzie tylko gorzej.
Jest kłopot, presja jest coraz silniejsza. Joanna Zielińska jest pod bardzo silnym ostrzałem. Pomyślałem więc, że nadchodzi czas, kiedy trzeba storpedować działania Rady Programowej. Jeżeli tam odchodzi taka wolna amerykanka, to ja pod swoim nazwiskiem też mogę wysyłać różne sygnały. Więc ja też chcę się wypowiedzieć jako Rada Programowa Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu, że w pełni popieram program Joanny Zielińskiej.
Oczywiście, można też powiedzieć, jestem tego bliski, a Joanna jeszcze bliższa – poddajemy to, jak sobie tak chcecie, to sobie róbcie. Ale jak mówi Jarosław Suchan, nie należy tak robić, bo to jest milion złotych z publicznych pieniędzy, 2 miliony, 50 milionów, to są naprawdę duże pieniądze. A kolejne pieniądze idą przecież na zakupy i program. Nie można tego poddawać, tylko tłumaczyć na czym polega problem. Ta instytucja będzie dobrze służyć Toruniowi, jeśli będzie miała międzynarodowy charakter, wtedy skorzystają z tego także artyści lokalni. To jest ten sam problem, o którym rozmawialiśmy przed chwilą – konflikt Polska a reszta świata, tu jest Toruń kontra reszta Polski.

Czy to jest kwestia tylko Torunia? Czy bitwa o odzyskanie Polski, Opola, Olsztyna, Tarnowa?
Może tak. Trzeba toczyć batalię za batalią. Weźmy przykład galerii białostockiej. Arsenał miał bardzo ciężkie chwile, politycznie byli totalnie atakowani. W pewnym momencie zrobili coś, czego wcześniej nie chcieli robić. Wsparli tam w wyborach jednego z kandydatów na prezydenta, i on wygrał. I niezależnie od tego, że dzięki Monice Szewczyk, która jest tam dyrektorką, galeria ta działa bardzo konsekwentnie od kilkunastu lat, to w końcu też politycznie doprowadzili do takiej sytuacji, że ich pozycja jest dużo silniejsza. Kilka tygodni temu byłem tam na wernisażu, na którym byli też przedstawiciele władz miasta i od jednej pani usłyszałem: „O jak mi miło, cieszę się, że będzie w Białymstoku wystawa Agaty Bogackiej, to wspaniale”. Dwa lata wcześniej to było nie do pomyślenia. Są też takie osoby jak Wojtek Kozłowski w BWA w Zielonej Górze, konsekwentne, dzięki którym następuje realna zmiana. Byłem ostatnio w Kronice w Bytomiu i odniosłem nieprawdopodobne wrażenie, że to jest taki młodzieżowy koncept store. Pracują tam same młode osoby. Mają tam kul księgarenkę, kul biuro, na ścianach mają kul wystawy, na otwarciach są kul koncerty, gdzie kul chłopcy grają, a potem jest impreza w kul klubie i to wszystko pasuje do siebie, łączy się w całość. Jest też nowa instalacja Michała Budnego w meeting roomie, od niej zacząłem, później zobaczyłem resztę, zacząłem oglądać tę sztukę, rozumieć, wchłonąłem to, a potem znowu wróciłem na górę, spojrzałem już nowymi oczami na pracę Michała Budnego i pomyślałem „Pasuje, to też jest kul!”. W Bytomiu udało się wypracować formułę na instytucję. Udało się wychować publiczność, która uczestniczy w spotkaniach, niezależnie od tego, że jest tam też jakiś gnój polityczny i problemy administracyjne. Da się stworzyć coś interesującego z lokalnym wsparciem, z lokalną publicznością. Trzeba jednak tłumaczyć od początku. Trzeba tłumaczyć w Toruniu, że w Warszawie instytucje też nie pokazują tylko warszawskich artystów. Że pokazują artystów z różnych stron.

Warszawa, 30.09.2008 

***
1. The Fair Gallery to wspólny projekt czterech międzynarodowych galerii (gb agency - Paryż, Hollybush Gardens - Londyn, Jan Mot - Bruksela oraz Raster - Warszawa), który opiera się na idei f a i r p l a y i chęci wprowadzania do systemu sztuki nowych form komunikacji między artystami, galeriami, kuratorami i kolekcjonerami. Wsparta kuratorska praktyka i krytyczna refleksja działalność The Fair Gallery polega na organizowaniu na targach sztuki wspólnej prezentacji w formie wystawy lub projektu przygotowywanego za kazdym razem przez innego, zaproszonego kuratora.
The Fair Gallery będzie obecne podczas FRIEZE ART FAIR 2008 w Londynie, stoisko B6. Na prośbę kuratora zaproszeni przez niego artyści dokonają d e k r e a c j i swoich własnych prac. Proces ten przywróci dzieła do stanu czysto materialnego (w wypadku gdy praca jest niematerialną ideą, zostanie zredukowana do poziomu języka potocznego). Aby potwierdzić powrót dzieł do postaci materiału, artyści podpiszą umowy zrzeczenia się praw autorskich do tego, co z ich prac pozostało. 
Zaproszeni artyści: Michał Budny, Andrea Buttner, Rafał Bujnowski, Claire Hooper, David Lamelas, Benoit Maire, Deimantas Narkevicius, Dominique Petitgand, Pratchaya Phinthong, Pia Ronicke
www.thefairgallery.co tworzą:  gb agency, Paris / www.gbagency.fr
r Hollybush Gardens, London / www.hollybushgardens.co.uk 
Jan Mot, Brussels / www.janmot.com 
Raster, Warsaw / www.raster.art.pl

<<< wernisaż Johanny Billing, Raster 2007, fot. archiwum Rastra

<<< stoisko The Fair Galleries na targach Frieze w Londynie, 2007. Fot. archiwum Rastra  

<<< The Fair Galleries na targach Frieze w Londynie, 2007 r. Od lewej: Łukasz Gorczyca i Michał Kaczyński, właściciele galerii Raster. Fot. archiwum Rastra



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA