NIEZALEŻNI
Kuba Szreder
[2009-07-01]


Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder

<<< Köbberling / Kaltwasser, Crushed Cayenne, Club Transmediale, Berlin and Haus der Architektur, Graz (A), 2008, Copyright Köbberling & Kaltwasser, dzięki uprzejmości Galerie Anselm Dreher Berlin, VG Bild-Kunst Bonn

<<< Köbberling / Kaltwasser, Platformy [Tree-platforms], 2009, fot. MG Copyright Köbberling & Kaltwasser, dzięki uprzejmości air laboratory CSW Zamek Ujazdowski

 <<< Köbberling / Kaltwasser, Szklarnie [Glasshouses], 2009, fot. MG Copyright Köbberling & Kaltwasser, dzięki uprzejmości air laboratory CSW Zamek Ujazdowski

Porozmawiajamy o twoich polskich przygodach, Martin. Właśnie zakończył się twój i Folke Koebberling trzymiesięczny pobyt rezydencyjny w Warszawie w ramach a-i-r laboratory CSW Zamek Ujazdowski. Co tutaj zrealizowaliście?
Z Folke, z którą żyję i pracuję, zaczęliśmy tworzyć szkice różnych projektów jeszcze przed naszym przyjazdem. Od początku chcieliśmy pracować z przestrzenią publiczną. Przestrzeń publiczna jest bardzo ważna dla naszych działań artystycznych. Zajmujemy się jej regeneracją i reaktywacją, oddajemy miejsca ponownie ludziom, nadajemy jej nowe funkcje. Od lat żyjemy w Berlinie, gdzie walka o jakość przestrzeni publicznej jest czymś normalnym. Wielokrotnie współdziałaliśmy z innymi artystami i grupami aktywistów, które sprzeciwiały się na przykład jej prywatyzacji. Od zawsze interesował nas potencjał przestrzeni, która nie jest ograniczona, pozostaje otwarta dla wielu różnych ludzi. W pewnym sensie prawie wszystko może się w niej wydarzyć, panuje w niej swoboda eksperymentu. Czasami dzieją się też rzeczy niechciane. Ta wolność jest podstawą demokracji i naszego sposobu życia.

W Warszawie zbudowałeś w końcu ośrodek wypoczynkowy…
Kiedy zobaczyliśmy park obok Zamku Ujazdowskiego, zwróciliśmy uwagę, że obecnie jest on zupełnie niewykorzystany. Ludzi interesuje tylko parking, gdzie zostawiają swoje duże, typowe dla klasy średniej samochody. Całkowicie ignorują bogactwo zieleni, którego zasobem jest park. Zamykają się w skrzynkach samochodów, podjeżdżają pod budynek, następnie udają się do galerii, żeby oglądać sztukę. To może być sztuka krytyczna, a może nie. Zazwyczaj jest to swego rodzaju konsumpcja. Zamiast do galerii mogą pójść do restauracji, albo do Parku Łazienkowskiego.

Swoją drogą Łazienki to też rodzaj muzeum.
To prawda, kiedy tam byłem uderzyło mnie, że ludzie zachowują się w bardzo unormowany sposób. Nie robią nic niespodziewanego. Nie krzyczą, nie bawią się, nie opuszczają ścieżek. Park przy Zamku, mimo, że jest otwarty, pozostaje nieużytkowany. Samo CSW jest pełne sztuki, eksperymentu, działań artystów, które czasami dotyczą prawdziwego życia, eksplorują jego różne obszary. Dlaczego więc tego eksperymentu artystycznego nie przenieść na zewnątrz, do parku? W zeszłym roku, w ramach festiwalu Passengers, razem z Heathem Buntingiem zrobiliśmy w parku performance dotyczący zamkniętych osiedli, które wyrastają w Warszawie. Część z ich mieszkańców przyjeżdża pewnie także do centrum sztuki. My chcieliśmy im pokazać, że można zrobić coś otwartego, że taka pozbawiona granic przestrzeń publiczna ma swój niesamowity potencjał. Wartość niemożliwą do uzyskania w chronionych i bezpiecznych światach zamkniętych osiedli.

Wtedy zadecydowaliście, że wybudujecie platformy, na których będzie można… uprawiać lenistwo, w jego pasywnej i aktywnej formie. Pomyśleliśmy, że park oferuje potencjał bycia zarazem aktywnym i pasywnym. Platformy można wykorzystywać na różne sposoby, także w sposób bierny, do relaksacji i odpoczynku. Aktywne lenistwo jest już pewnym wyzwaniem. Naszymi konstrukcjami demonstrujemy, że można coś zrobić zupełnie bez pieniędzy. Materiały można po prostu znaleźć, są wręcz rozrzucone po całym mieście. Znaleźliśmy je w bliskiej okolicy Zamku, więc zebranie budulca nie wymagało zbyt dużo wysiłku. Właściwie jedynie gwoździe musieliśmy kupić. Chcieliśmy pokazać, że mając odrobinę fantazji i zdolności do majsterkowania, można stworzyć najbardziej szalone struktury. A budując, przy okazji dobrze się bawić. W ten sposób pokazujemy, że życie z perspektywy naszych platform, z wysokości 150 cm nad ziemią, wygląda zupełnie inaczej niż z kabiny samochodu.

Okazuje się, że przy stosunkowo niewielkim wysiłku, jedynie za pomocą paru maili i informacji prasowych można całkowicie zmienić otoczenie, je ożywić. Dać ludziom pretekst do spotkania, zabawy, wymiany informacji i wiedzy. Tak było podczas pikniku „Balans”, który zakończył twój pobyt w Warszawie.
Dokładnie. Park stał się zupełnie innym miejscem – nagle zrobiło się zabawnie i przyjemnie. Patrząc na ludzi myślałem, że wszyscy poczuli się tam szczęśliwi. Duża łąka, drzewa, powieszona na nich huśtawka, ludzie grający w badmintona i siatkówkę, leżący na kocach. Zauważam to samo w Berlinie, gdzie ludzie aktywnie wykorzystują parki. Czują, że mają prawo robić to, na co mają ochotę. Ta wolność musi być połączona z pewną otwartością. Wtedy nie ma granic, są za to inni ludzie, którzy korzystają z tej samej przestrzeni. To się niestety w Warszawie nie zdarza tak często, jak w innych miastach europejskich. Widok tego wielkiego parkingu przed Zamkiem Ujazdowskim naprawdę mnie irytował. Zasmucał mnie fakt, że ludzie stracili kontakt z samymi sobą i świadomość możliwości oferowanych przez otoczenie.

Wiąże się to z kontrolą przestrzeni publicznych. Jeśli w parku rozłożysz sobie kocyk, zazwyczaj podchodzą jacyś ochroniarze, strażnicy, policjanci i zaczynają pouczać: „nie możesz tego, nie możesz tamtego”. W takich warunkach ludzie bardzo powoli uczą się wykorzystywać przestrzeń publiczną.
Ostatnio słyszałem relację niemieckiego dziennikarza, który jest stałym korespondentem w Warszawie. W swojej dzielnicy chciał po prostu poleżeć na trawie i urządzić mały piknik. Jak to się zazwyczaj robi latem. Wziął kocyk, coś do jedzenia i poszedł do parku. Po paru minutach przyszli umundurowani panowie i wlepili mu mandat powołując się na przepisy zabraniające leżenia na trawie. Był wstrząśnięty. W Niemczech jest to nie do pomyślenia.

Porozmawiajmy więc o waszej, twojej i Folke, metodzie artystycznej. Mówiłeś już o waszym zainteresowaniu przestrzenią publiczną, także o tym, że wykorzystujecie zużyte materiały, także wspominałeś o specyficznej metodzie konstrukcyjnej, z której korzystacie. Może na początek opowiedz nieco więcej o recyklingu.
To jest dobry moment, żeby opowiedzieć o projekcie Folke. Tuż przy remontowanym budynku Laboratorium Zamku Ujazdowskiego skonstruowała trzy małe szklarnie. Do budowy użyła okien, które zostały wyjęte z remontowanego budynku Laboratorium i wyrzucone na śmieci. W szklarniach posadziła rośliny, zwykłe chwasty, które zdążyły zarosnąć teren wokół. Jest jasne, że wraz z końcem remontu i otwarciem tej przestrzeni, zostaną one usunięte i zastąpione trawnikiem. W ten sposób chciała zwrócić uwagę na bogactwo naturalnych zasobów, które po prostu są dookoła nas, a których nie zauważamy i nie szanujemy.

 Wasze motto to: „One man’s trash is another man’s treasure” („śmieć dla jednego jest skarbem dla drugiego”). Pracujecie na znalezionych, łatwo dostępnych materiałach. W ten sposób tworzycie też zupełnie inny obieg ekonomiczny, nie polegający na używaniu pieniędzy. Omijacie całą relację kupowania – sprzedaży, kreowania wartości wymiennej towarów. Po prostu bierzecie „cudze” śmieci i z nich tworzycie nowe rzeczy.
Jest to ściśle powiązane ze wszystkimi aspektami codziennego życia. Często zadajemy sobie chociażby pytanie o problem wykorzystania energii. To jest problem kluczowy dla przyszłości ludzkości. Suma zasobów naturalnych na Ziemi jest ograniczona. Najpoważniejszym wyzwaniem dnia dzisiejszego jest, jak w najlepszy sposób je wykorzystywać. My, jako ludzie i artyści, staramy się eksperymentować z naszym codziennym życiem, jak najbardziej ograniczyć ich zużycie i marnotrawstwo. Zaczynamy od rozejrzenia się po najbliższym otoczeniu. Szukamy tam tego, co normalnie jest wyrzucane na śmieci, a co dla nas wciąż stanowi wartościowy surowiec, który wykorzystujemy w naszej pracy, twórczości, życiu. W tym działaniu szukamy prostoty. Wszyscy mogą to naśladować, nie zależy nam na ekskluzywności. Wręcz przeciwnie – my raczej dajemy przykład sposobu działania, który jest dostępny dla wszystkich. Jego celem jest redukcja marnotrawstwa energii, jak najlepsze jej wykorzystanie, jak najbardziej ekonomiczna generacja. Podobną logikę działa także w przypadku innych zasobów, takich jak powietrze. W naszych pracach często krytykujemy ekstensywne użytkowanie samochodów, które je zanieczyszczają. Jesteśmy przeciwnikami neoliberalnego podejście do tych problemów. Budujemy alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie.

Przy okazji wypracowaliście swoją unikalną metodę konstrukcyjną, która chyba nie jest aż tak prosta do skopiowania, wymaga odrobiny doświadczenia. Opowiadałeś mi historię, jak w Wysing Arts Centre obok Cambridge wybudowaliście dwupiętrowy budynek z grupą niewykwalifikowanych pomocników: uczniów, nauczycieli, studentów. Udało się to bez odwoływania się do deski kreślarskiej i specjalistycznej wiedzy inżynierów.
Ten budynek służy teraz do różnych działań performerskich. Był to niesamowity proces. Staraliśmy się przekazać wolontariuszom naszą wiedzę i zobaczyć, co razem uda nam się zbudować, z przy minimalnym zużytkowaniu energii. Mieliśmy bardzo niewiele urządzeń elektrycznych. Wszystkie materiały budowlane znaleźliśmy w okolicach Cambridge. W rezultacie byliśmy zaskoczeni jak wiele materiałów i ludzkiej energii udało nam się zakumulować. Wymagało to bardzo intensywnej i pogłębionej komunikacji. W pracy z ochotnikami musieliśmy przenieść cały proces projektowania z biura bezpośrednio na plac budowy. Zazwyczaj budynki przygotowywane są na ekranach komputerów, z użyciem specjalistycznej wiedzy…

… oraz w bardzo określonej hierarchii. Jest diametralna różnica między wymyślającymi budynki, zarządzającymi tym procesem i niewykwalifikowanymi robotnikami.
Zazwyczaj wykonawcy są na samym dole hierarchii, mają po prostu wykonywać rozkazy projektantów. W naszym przypadku planowanie i budowanie odbywa się w tym samym momencie. Wtedy wspólnie podejmujemy decyzje ze wszystkimi osobami uczestniczącymi w procesie. Z drugiej strony to my jesteśmy odpowiedzialni za całokształt, dbamy, żeby budowa posuwała się naprzód i wyznaczamy jej ogólny kierunek. Wciąż zasadnicza różnica od modelu klasycznego polega na intensyfikacji procesów komunikacyjnych. Naszą intencją jest, żeby pod koniec takiej budowy jej wykonawcy znacznie bardziej się z nią identyfikowali. Żeby mogli powiedzieć, że to jest ich. W przypadku normalnego robotnika ich dzieła są od nich o wiele bardziej oddalone. Uczestniczenie w podejmowaniu decyzji
otwiera zupełnie nową przestrzeń identyfikacji. Jeśli przyłożyć to do budowania wielkich budynków, czy w ogóle całych miast, taki model zakłada
zupełnie inny rodzaj obywatelstwa, przynależności do miasta i demokratycznej świadomości.

Co ciekawe, widać to także na przykładzie rozwiązań konstrukcyjnych. Zamiast wielkich żelbetowych elementów nośnych, używacie mikro – systemów wsparcia, po których rozkłada się napięcie podtrzymując nawet duże budynki. Zamiast masywnych superstruktur – sieć małych wsporników, która organicznie rośnie.
Warszawskie platformy budowaliśmy tylko we dwójkę razem z moim asystentem Przemkiem. To było coś w rodzaju rosnącej rzeźby. Zaczynaliśmy od szkiców. Początkowe elementy były bardzo niewielkie, wieszaliśmy je pomiędzy drzewami. Następnie podtrzymywaliśmy je większymi i coraz większymi. Konstrukcja się rozrastała niczym w świecie przyrody. Postępowaliśmy metodą prób i błędów. Ta metoda jest podstawą wielu naszych projektów. Budujemy, testujemy, skaczemy po strukturach, sprawdzamy napięcia, wytrzymałość, następnie coś dodajemy i budowa idzie dalej.
Oczywiście te nasze eksperymenty są właściwie powtórzeniem dekad doświadczeń całych generacji inżynierów. To jest ta wiedza, której uczą nas na uniwersytetach, która sprawdza się w budowlach na większą skalę. Szczególnie, jeżeli jest deficyt czasu i goni cię harmonogram wyznaczony przez klienta. Wtedy dokonuje się symulacji, żeby zobaczyć, czy dane rozwiązanie się sprawdzi, czy budynek się nie zawali. Jednak komputerowa symulacja takiego projektu, jaki my tutaj przeprowadziliśmy, nie miałaby końca. Jest to strasznie skomplikowane, używamy zbyt wielu małych elementów, które reagują na zmieniające się warunki. To jest zbyt chaotyczne. W tym tkwi, jak sądzę, wartość naszego procesu: on zawsze wydarza się konkretnym momencie. Czasem zależy on od atmosfery miejsca, pogody, ludzi. Tego nigdy nie można zrobić w biurze. Musisz być na miejscu. To samo dotyczy ludzi, z którymi pracujemy. Nasze konstrukcje są zawsze wynikiem wymiany pomiędzy nami. Tego się nie da zaplanować.

 

Faktycznie poruszacie się gdzieś pomiędzy procesem komunikacji, a inżynierią chaosu. Jednak, na końcu, przynajmniej w moim odczuciu, udaje wam się zbudować całkiem piękne obiekty. Czy myślisz o swoich projektach także w ich rzeźbiarskich aspektach? Twoje poprzednie konstrukcje wydają się częściej funkcjonalne. Inkorporując do waszej pracy elementy chaosu, osiągacie zupełnie odmienne efekty estetyczne.

To, co robimy, tylko na pierwszy rzut oka wydaje się chaotyczne. Tak naprawdę to jest bardzo pragmatyczne. Każda konstrukcja jest dzielona na mniejsze części. Większy element jest podtrzymywany pośrodku przez mniejszy, ten następnie przez dwa kolejne. Używając metody prób i błędów, zawsze używasz elementów tam, gdzie są absolutnie konieczne. To nie niezobowiązujący akt twórczy, jak w malarstwie. Za poszczególną decyzją zawsze stoi jakaś potrzeba. Oczywiście podejmuję też decyzje estetyczne. Staram się chociażby unikać kątów prostych, nadawać konstrukcji swoistą dynamikę. Tak więc zawsze jest to mikstura estetyki i pragmatyzmu. Według mnie to decyduje o dobrych proporcjach. Jeśli spojrzysz na szklarnie Folke, mogą się wydać całkiem romantyczne, jednak jest w nich wiele pragmatyzmu. Okna już tam były, a Folke musiała je tak zestawić, żeby zmieściły się na europalecie. Te szklarnie są więc łatwe do przestawienia, jeśli trzeba będzie je przenieść. Są zwarte i wypełnione roślinami dobranymi z pomocą botanika, żeby wytworzyć samoistny mikrokosmos. Ich forma jest dostosowana do dostępnego materiału, wskazań nauki i funkcjonalności. Ich wygląd jest wypadkową nakazów praktycznych. Nasze prace stanowią efekt przecięcia pragmatyzmu i pracy rzeźbiarskiej.

Fascynujące w waszych pracach jest także i to, jak bardzo są związane z waszym sposobem życia, z wyznawanymi przez Was wartościami. W naszej rozmowie już wielokrotnie wspominałeś, jak bardzo jest to dla was istotne.
Jest takie niemieckie powiedzenie: „wolność czyni biednym”. Staramy się tworzyć dzieła sztuki, które są krytyczne i za pomocą których możemy wpływać na świat. Zarazem są one niezależne od rynku sztuki. Nasze korzenie tkwią w politycznym aktywizmie. Nasze prace są wyrazem naszych przekonań. Co oczywiście nie czyni nas bogaczami. Rynek sztuki wymaga bowiem bardzo konkretnego rodzaju sztuki, w co nasze prace jakoś się nie wpasowują. Jedynym wyjściem jest redukcja kosztów życia i przybranie takiego sposobu jego organizacji, na który będzie nas po prostu stać. Nie konsumujemy dużo, ograniczamy nasze potrzeby. Kiedy zaczynaliśmy naszą karierę jako artyści konceptualni, stanęliśmy przed problemem wyboru materiału. Wtedy się zorientowaliśmy, że dla nas jest właściwie zupełnie normalne, żeby używać już zużytych materiałów. W Berlinie na początku lat 90. było o nie bardzo łatwo, zarówno materiały, jak i przestrzeń była za darmo. Pełno było pustych fabryk, mieszkań, ale też placów budowy. To były złote czasy Berlina. Dużo ludzi tam zjeżdżało, bo łatwo było się utrzymać i zacząć robić sztukę. Były niskie czynsze, tanio można było wynająć warsztat. Chociaż ta historia z używanymi materiałami ciągnie się aż do dzieciństwa. Już wtedy odkryłem, że czuję się bardziej wolny, kiedy bawię się tym, co już używane. Miasto, w którym wzrastałem było właściwie jednym wielkim placem budowy. Stąd też ciągnie mnie do sytuacji niepełnych, niedokończonych, które wymagają wysiłku i twórczości. Obecnie uczyniliśmy z tego naszą metodę.

Doświadczenie Berlina lat 90., a szczególnie jego sceny artystycznej, rozwiniętej sceny samoorganizujących się inicjatyw, idee squatinngu i do – it – yourself na pewno wpłynęło na wasze wybory, nie tylko artystyczne. Przełom w naszej sztuce nastąpił podczas wystawy Learning from… w 2002 roku. Wtedy, razem z grupą teoretyków, badaczy miasta, aktywistów, historyków sztuki, artystów i innych specjalistów, zrobiliśmy w Berlinie wystawę o wielkich metropoliach z Trzeciego Świata. Szczególnie zajęliśmy się kwestią nieformalnej samoorganizacji, nieformalnego mieszkalnictwa, nieformalnej ekonomii. Znalazło się to w centrum naszej uwagi, ponieważ zadaliśmy sobie pytanie o to, jak zmieni się nasze życie w XXI wieku? W XX wieku rozwojem miast kierował amerykański model biznes town. Jest taka książka Learning from Las Vegas. Kiedy przechadzam się po Warszawie, wciąż widzę ślady tej ideologii. Ten model wciąż kształtuje nasze myślenie o mieście, z jego shoppingmallami, zamkniętymi osiedlami i autostradami. Z drugiej strony europejski urbanizm stara się bronić przed amerykanizacją budując fantasmagorię europejskiego miasta. Lata 90. w Berlinie były erą ciągłej walki o nowy kształt miasta, zwyciężył konserwatywny fantazmat tradycyjnego miasta europejskiego. W takim mieście nie ma miejsca na wolność, na nieformalność, na samoorganizację. Wszystko jest ściśle kontrolowane.

Jak pamiętam Learning from... miało  odwrotny cel. Skierowaliście się do takich miejsc, jak Istambuł, których rozwój i codzienność w dużej mierze opiera się na strategiach samoorganizacji, gdzie ludzie aktywnie wpływają na swoje otoczenie, nie licząc na pomoc państwa czy decyzje planistów.
Naszym punktem wyjścia było to, że żyjemy w czasach postkolonialnych. Powinniśmy więc z uwagą przyjrzeć się temu, co dzieje się poza naszym eurocentrycznym spojrzeniem. Do myślenia o naszych miastach powinniśmy włączać także strategie działania zaczerpnięte z życia megapolis takich jak Mexico City czy Lagos z Nigerii. W tym celu przeprowadziliśmy skrupulatne badania i skonstruowaliśmy wystawę. Jej celem była prezentacja alternatywnych sposobów życia, których my, jako Europejczycy, możemy nauczyć się także od mieszkańców tak zwanego Trzeciego Świata. Musimy się nauczyć, że poza Europą istnieją też inne ciekawe sposoby życia i konstruowania miast, zwłaszcza w kwestii nieformalnego gospodarowania przestrzenią.

 Są też takie książki, jak Planeta slumsów Mike’a Davisa, gdzie autor bardzo krytykuje tą naiwną wiarę w samoorganizację w Trzecim Świecie jako niebezpieczny fantazmat, zasłaniający drastyczne stosunki władzy, mikroeksploatację i los ludzi pozbawionych jakiejkolwiek ochrony. Slumsy się organizują, a następnie zostają zmiecione z powierzchni przez deweloperów, którzy chcą zarobić na sprzedaży albo wynajmie, itd. W Polsce z Trzeciego Świata raczej przejmujemy zamknięte osiedla i klimat powszechnego strachu czy braku zaufania.
Pobyt w Warszawie jeszcze bardziej mi uświadomił, że w naszej pracy bardzo mocno odwołujemy się do realiów Zachodniej Europy. W takich krajach jak Niemcy, Austria czy Anglia, panuje bardzo restrykcyjne prawo budowlane. To, co i jak możesz budować podlega ścisłym regulacjom. Stąd w takich projektach jak Learning from… chodziło o to, żeby zwiększyć ten margines swobody. Chcieliśmy, żeby przestrzenie miasta stawały się bardziej otwarte na przypadek i kreatywność mieszkańców. To wbrew pozorom nie jest wyidealizowany wizerunek egzotycznego innego, którego poszukiwaliśmy. Chcieliśmy raczej sprawdzić w praktyce, czy w miastach Trzeciego Świata nie możemy znaleźć pragmatycznych wskazówek na przyszłość. Zawsze pozostaje pytanie, co jest takiego atrakcyjnego w modelu europejskim. W Warszawie macie wciąż nieformalne targowisko w rodzaju Jarmarku Europa, które działa sprawnie, ale w wyniku modernizacji Stadionu X-lecia zostanie zniesione z powierzchni ziemi.

Jarmark Europa wcale nie jest tak nieformalny, jakby się wydawało. Też podlega ścisłym zasadom. Wróćmy jednak do Berlina i problemu samoorganizacji. Wczoraj na wykładzie wspominałeś już o kosztach, które takie życie ze sobą niesie. 80% artystów w Niemczech żyje niemal poniżej minimum socjalnego.
To spoglądanie w kierunku nieformalnych strategii samoorganizacji ma też dużo wspólnego z naszą własną sytuacją. Jako artysta jesteś szczególnie uzależniony od wsparcia najbogatszych. Zasady rynku sztuki są układane przez tych, którzy mają wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupować również sztukę. Wypełnia więc ona ściany prawniczych kancelarii, czy biur bankierów, speców inwestycyjnych. Ten dramatyczny podział pomiędzy ultra bogatych i biedaków jest też obecny na scenie artystycznej. Jak mówiłeś – większość z artystów jest biedna. Jedynie niewielu ma status gwiazd. Inni malują, malują i nic z tego nie mają. Jedynie niewielka grupka potra- fi pływać w tym morzu bogactwa, inni idą na dno. Są też tacy artyści, bardziej krytyczni, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z rynkiem sztuki. Ale oni też pragną przetrwać. Są wtedy związani z szeregiem innych dyscyplin i instytucji, które pozwalają im zarobić na życie. Tak jest też w naszym przypadku. My nie zarabiamy prawie nic na sprzedaży dzieł, utrzymujemy się z dawania wykładów i warsztatów, wykorzystując „naturalne zasoby” miasta, biorąc udział w wystawach, projektach i rezydencjach.

No tak, ale w ilu wystawach musiałeś wziąć udział w trakcie rezydencji w Zamku Ujazdowskim, żeby utrzymać siebie i swoją rodzinę?
Nie wiem, ale chyba w 5-6 wystawach w ciągu raptem trzech miesięcy. Na każdą przygotowaliśmy nową produkcję. Być może to jest właśnie nasze przeznaczenie… To jest bardzo ważna kwestia, właściwie kluczowy moment tego wywiadu. Dla mnie to był bardzo powolny proces, taki długi marsz przez moją biografię, żeby sobie uświadomić, że sztuka jest tym, co chcę robić w swoim życiu. To jest bardzo egzystencjalne pytanie. Na początku studiowałem architekturę, chciałem „normalnie” pracować. Odkryłem jednak, że praca w biurze by mnie zabiła. W pewnym momencie bardzo ciężko chorowałem. Słuchając własnego ciała stwierdziłem, że żeby żyć muszę robić sztukę. Praca artysty też jest wyczerpująca. Jednak jest to inny rodzaj wyczerpania niż ten, który jest kosztem pracy w biurze. Wykonując sztukę, dostajesz energię w zamian. Biuro ją wyłącznie wysysa. Pracując w taki sposób oczywiście potrzebujesz wakacji na Wyspach Kanaryjskich, żeby odpocząć. To kosztuje, zużywasz energię, zatruwasz Ziemię, a ostatecznie i tak nie przynosi satysfakcji. To jest zamknięte koło. Wracasz do pracy i jesteś jeszcze bardziej sfrustrowany i znowu musisz lecieć na Wyspy Kanaryjskie. Tak żyją miliony ludzi. Nie mówię, że nasz sposób życia powinien być przez wszystkich kopiowany, może nie jest to możliwe. Jednak ja osobiście nie chcę być zależnym od tanich linii lotniczych. Praca z Folke jest źródłem energii i kreatywności, oczywiście jest także źródłem napięcia i stresu. Pozwala jednak na bardzo bezpośredni kontakt z rzeczywistością i ludźmi. Sztuka publiczna jeszcze to wszystko intensyfikuje. Ludzie przychodzą, rozmawiają, pytają się o nasze działania. Nawet jeśli, jak w Berlinie, jesteś czasem zaczepiany przez ludzi, którzy są sfrustrowani swoim życiem i wyzywają cię od pasożytów. Krzyczą „kto ci dał na to pieniądze?”. Wciąż jednak jest to bardzo ciekawe i intensywne przeżycie. A działając w taki sposób zauważyłem, że nie potrzebujesz tak wiele pieniędzy. Otrzymujesz pozytywne sprzężenie zwrotne, które powoduje, że nie musisz tak dużo konsumować. Prawdziwym sensem życia jest działanie, bycie aktywnym, tworzenie.

Z drugiej strony wspominałeś w czasie swojego wykładu na temat zaburzonej równowagi pomiędzy życiem i pracą, stresem i zabawą, jako dałeś podczas pikniku, o niebezpieczeństwach używania artysty jako przykładu do naśladowania dla całego społeczeństwa. Politycy albo ludzie biznesu twierdzą, że większość społeczeństwa powinna być jak artyści: indywidualiści, w ciągłym ruchu, odpowiedzialni za siebie, samozorganizowani, wiecznie kreatywni i gotowi do podejmowania nowych wyzwań. Być może ten model sprawdza się w sztuce, ale już w przypadku sprzątaczki staje się swoją karykaturą. Taki freelancing bez sztuki nie jest niczym cool.
Faktycznie to jest straszne nadużycie. Promowanie takiego modelu samozatrudnienia na szerszą skalę służy raczej jeszcze większemu represjonowaniu biednych przez bogatych. Społeczeństwo freelancerów było modelem wprowadzanym przez Margaret Thatcher. Freelancing służył wtedy zniesieniu siły związków zawodowych. Był zresztą kopiowany w różnych zakątkach świata. Jednak w każdym społeczeństwie możemy znaleźć artystów. Funkcjonowali jako swego rodzaju „wolni ludzie”. Tworzyć z ich życia model dla wszystkich jest bzdurą. Być może powinno być wręcz na odwrót. To artyści powinni szukać modeli organizacyjnych poza światem sztuki i starać się je naśladować. W wielu społeczeństwach ludzie samoorganizują się w molekularne sieci wzajemnego wsparcia. My także jako politycznie zorientowani artyści wiązaliśmy się w coś w rodzaju sieci. W tym wypadku to, że jesteśmy rodziną było bardzo ważne. Od samego początku przeżycie umożliwiało nam wsparcie sieciowe. Na przykład nie musieliśmy kupować naszym dzieciom ubrań aż do ich 8 roku życia. Na Kreuzbergu młodzi rodzice się nimi po prostu wymieniali. Nie byliśmy zmuszeni do tego, żeby marnować na nie pieniądze. Podobnie było z opieką nad dziećmi. Zakładaliśmy nieformalne przedszkola, w których zatrudnialiśmy opiekunów. Dostawialiśmy na to symboliczne wsparcie od państwa. Mieliśmy jednak pełną kontrolę nad programem edukacyjnym. Oczywiście to wymaga zaangażowania czasowego i organizacji, ale w sumie jest najlepszym rozwiązaniem. Takich sieci wsparcia jest wiele. To one umożliwiają skupienie się na niekomercyjnej sztuce, żeby w nich uczestniczyć nie musisz wcale wiele zarabiać. Na tym wiec polega model artystyczny – tworzenie sieci mikrostruktur, a nie postać artysty-pracoholika.

…który nie ma czasu na lenistwo…
Bycie leniwym jest bardzo ważne, także wśród tak zwanej klasy kreatywnej. Zauważyłem jednak, że podział w społeczeństwie wciąż przebiega w ten sposób: ci, którzy wytwarzają i ci, którzy konsumują, twórczy/nietwórczy, pasywni/aktywni. Wytwórcy i konsumenci kultury. Dzisiaj spotkałem grupę ludzi przy platformach. Wyglądali na klasę średnią. Byli bardzo mili, odbyliśmy bardzo interesującą rozmowę, Mówili, że to super, że takie miejsca powstają i że chcieliby, żeby było ich w Warszawie znacznie więcej. Pytali się, skąd mogą się o takich projektach dowiadywać. Nie mają nawet czasu na śledzenie informacji kulturalnych, bo w ciągu tygodnia strasznie ciężko pracują, a w weekend potrzebują odrobiny rozrywki. To dosyć typowe. Większość ludzi, która haruje przez cały tydzień, w weekend chce raczej konsumować. Nie mają czasu na to, żeby dawać wykłady o hobby swoich rodziców, jak ja to wczoraj zrobiłem (śmiech), nawet jeżeli byłoby to o wiele bardziej dla nich wzbogacające niż chodzenie na zakupy do centrum handlowego. Są różne rodzaje lenistwa. Jest lenistwo pasywne, jak leżenie na hamaku, nic nie robienie. Ja też bywam leniwy. Folke dostaje szału, kiedy oglądam mecze, bo jestem fanem piki nożnej. Włączam się, bo wszystko tam jest tak proste, 22 facetów pracuje biegając za piłką.

Czyli nawet w życiu zapracowanego wytwórcy sztuki Martina Kaltwassera też jest miejsce na lenistwo! (śmiech)
Tak, tak (entuzjastycznie). Opieka nad dziećmi zazwyczaj bywa ciężką pracą, ale może zostać ciekawie połączona z aktywnym lenistwem. Pokazujesz jak się robi różne rzeczy, edukujesz. Ale najlepiej się bawisz, jak po prostu wspólnie oddajecie się lenistwu. Zrobiłem listę, czym się zajmuję, jak się lenię: czytanie, granie i oglądanie piłki nożnej, krótkie przerwy. O – no właśnie – pauzy w pracy. Jako freelancer masz święte prawo do zorganizowania sobie przerw, kiedy tylko chcesz. Nie ma żadnego szefa, który zacząłby wtedy na ciebie powrzaskiwać. To też jest fajne doświadczenie. Można też odwiedzać sąsiadów, albo przyjaciół. Na przykład powiedziałeś mi, że twoją pasją jest gotowanie dla przyjaciół. Całe życie społeczne jest przecież bardzo ważne. Też rozmawianie o nieważnych sprawach jest bardzo ważne. To wszystko składa się na aktywne lenistwo!
Ostatni temat to dzieci. Z dziećmi z całą pewnością nie jest łatwo. Jako artyści z dziećmi mamy pozycję ekscentryków, jesteśmy trochę egzotyczni. W szkole naszych dzieci nie ma zbyt wielu artystów. Na scenie artystycznej też patrzą na nas jak na dziwaków, bo niewielu artystów ma dzieci. Związane jest to z przemianami obyczajowymi. Co ważne – trzeba zmieniać i walczyć ze stereotypowymi rolami płciowymi. Ojciec powinien brać udział w wychowaniu dzieci – kiedyś robiły to tylko matki, a potrzebne są obie perspektywy. Dzielenie obowiązków otwiera tez nowe perspektywy na pracę.

Jakie hasło rzuciłbyś na koniec?
Redukujcie koszty, spotykajcie się z przyjaciółmi i bwcie się z dziećmi, nigdy nie chodźcie do centrów handlowych, kupujcie u znajomych, a nie w wielkich firmach, budujcie sieci i posiadajcie potomstwo! (śmiech)

 

Martin Kaltwasser (1965) i Folke Köbberling (1969) studiowali w Norymberdze na Akademii Sztuk Pięknych. Jako duet artystyczny współpracują od 1995 roku. Mają na koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i zbiorowych, oprócz tego podejmowali się pracy kuratorskiej, pisali teksty krytyczne, byli stypendystami kilkunastu instytucji europejskich, prowadzili seminarium na Uniwersytecie w Berlinie i w innych niemieckich uczelniach wyższych. Specjalizują się w tworzeniu instalacji dla przestrzeni publicznej. Mają na koncie kilkanaście takich realizacji na terenie Niemiec i Szwajcarii. Zajmują się też video-artem i performancem. Duet gościł na pobycie twórczym AIR Laboratory w warszawskim CSW. Jego efektem był projekt The Eldorado Summer Resort (for passive and active laziness), prezentowany od czerwca w parku przed Zamkiem Ujazdowskim.
www.folke.koebberling.de
www.koebberling.net
www.superbuero.de
www.learningfrom.com



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA