NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
Agata Pyzik
[2009-09-26]


To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.

 <<< Klatka schodowa w Bevin Court, architekt: Berthold Lubetkin, fot. Nina Power

<<< Finsbury Health Center, Berthold Lubetkin & Tecton, 1935, Londyn, fot. Nina Power

<<< Great Arthur House, Golden Lane Estate, 1957, Londyn, fot. Nina Power

Aktualny hit Tate Modern to ogromna wystawa Futurism, otwarta w setną rocznicę Manifestu Futurystycznego. Mógłbyś się do niej odnieść w kontekście swojej książki?
Przede wszystkim ta wystawa była bardzo nudna. Wydawało mi się, że taki styl mamy już za sobą, coś w rodzaju spełnionego marzenia Clementa Greenberga: liczą się tylko płótna, to, co się działo w Paryżu i strategie malarskie. Podczas gdy futuryzm, i dlatego jest dla mnie istotny, był pierwszym ruchem w sztuce, w którym chodziło raczej o życie codzienne, niż sztukę. A właściwie drugim po Arts & Crafts. Jest tutaj jednak coś w rodzaju złośliwego odwrócenia idei Williama Morrisa i pozostałych: chodzi bowiem o zniesienie sztuki, która stała się balastem dla świata, a my chcemy przecież ten świat zmieniać! Owszem, nadal istnieje futurystyczne malarstwo, czasem bardzo dobre, czasem bardzo nieudane, ale dochodzi też architektura, moda, muzyka. Wszystkie te idee, zwłaszcza te dotyczące architektury i muzyki, stały się bardzo wpływowe. Sztuka hałasu Russolo, Manifest architektury futurystycznej Antonia Sant’Elia i jego szkice są znacznie bardziej interesujące od malarstwa i to odróżnia futuryzm od innych ruchów. Po futuryzmie, wedle formuły awangardy, jaką nadał jej Peter Bürger, pojawiły się Dada, Konstruktywizm, Bauhaus, De Stijl, które starały się obalić sztukę. Interesują mnie takie ruchy z lat 60., jak Sytuacjonizm, ale także punk i post-punk, które funkcjonowały w podobny sposób: tworzyły samowystarczalne nagranie, obraz, czy budynek.
Naturalnie zdaję sobie sprawę z wielu wątpliwych aspektów futuryzmu, jego obsesji nowości i niszczenia tego, co zastane, budowania miast, które będą służyły jednemu pokoleniu, a potem niszczenia ich i budowania na ich gruzach następnych. Teraz oczywiście wiemy, że jest to krótkoterminowy projekt, choćby przez to, że wykańcza zasoby naturalne. Z tego powodu model futurystyczny nie daje się kontynuować, a żywy pozostaje ów potencjał przemiany życia codziennego.
Jedną z głównych propozycji w twojej książce Militant modernism, która idzie na przekór dotychczasowym interpretacjom modernizmu, jest, aby oceniać modernizm nie na podstawie wysublimowanej artystycznej produkcji lat międzywojennych, ale po tym, co powstało już po wojnie: bloki, autostrady czy właściwie miasta, w których żyjemy.
Tak, ponieważ dopiero wtedy można powiedzieć, że modernizm wygrał, przynajmniej na jakiś czas. Mógł zwyciężyć na stałe, jak we wschodnich Niemczech czy Holandii, ale w Wielkiej Brytanii trwał przez jakiś czas.
Idee sprzed wojny zostały wcielone w życie. Dobrym przykładem tego jest Berthold Lubetkin i jego biuro projektowe Tecton. W latach 30. Tecton chciało budować domy dla klasy robotniczej: były na to odpowiednie programy społeczne i fundusze. Koniec końców projektowali wtedy wille dla intelektualistów i luksusowe domy dla klasy średniej. Jednak po wojnie zaczęły powstawać ich osiedla mieszkaniowe, które z jakiegoś powodu są mniej znane. Zmienił się również ich design – białe bryły zastąpiły różnorodne materiały, bardziej skomplikowane. Modernizm stał się pluralistyczny. Mnie nie interesuje styl międzynarodowy w modernizmie, właściwie to był jeden z jego największych błędów, wręcz katastrofalny. Interesuje mnie powojenny modernizm jako bardziej złożony. Co prawda w latach 20. była szansa na pluralizm, jeśli weźmie się np. konstruktywizm czy funkcjonalizm w Niemczech. W latach 30. następuje kodyfikacja. Łączy się to też z konkretnym stylem życia – zwłaszcza podczas boomu ekonomicznego.
Zaczyna istnieć coś takiego, jak rynek nieruchomości. Ludzie zaczynają traktować modernizm jako coś interesującego, jako coś „swojego”.
Mnie natomiast wydaje się interesujący, ponieważ jest dokładnie odwrotnie. Ten modernizm międzywojenny: wygładzony, lśniący i minimalistyczny, jest bardzo nudny. Jeśli ktoś się odwołuje do modernizmu, ma najczęściej na myśli ten z lat międzywojennych, dystansując się od tego powojennego.

Co masz na myśli mówiąc, że modernizm właśnie nie jest taki, jak my?
Mam na myśli głównie funkcje – ostatni raz projekt osiedla mieszkaniowego, który spełniałby założenia funkcjonalistyczne, powstał jakieś 30 lat temu. To już po prostu nie istnieje. Ludzie albo wynajmują mieszkania, albo mieszkają w przeludnionych osiedlach albo korzystają z jakiejkolwiek szansy na mieszkanie komunalne, bo w przeciwnym razie byliby bezdomni lub na granicy bezdomności. Twórcy modernizmu chcieli zbudować nowe społeczeństwo, którym my na pewno w tej chwili nie jesteśmy. W latach 90. był jakby nawrot modelu z lat 30.: te wszystkie wieżowce, biurowce, galerie, wille. Mimo projektu społecznego, to, co budowali, okazywało się oderwane od społeczeństwa, tak, jak u Lubetkina.

Tak, bo twoja książka to właściwie projekt polityczny, postulujesz zmianę społeczną, która wymogłaby zmiany w tym, co się buduje. Jakie są na nią teraz szanse i jak taka przemiana miałaby wyglądać?
Oczywiście nie wiem dokładnie, jak powinno to wyglądać, to jest paradoks krytyka, który zna konstrukcję samochodu, ale nie potrafi go prowadzić. Zdecydowanie nie wygląda to teraz tak jak w latach 60. To co się dzieje w architekturze mieszkaniowej, przypomina raczej postmodernizm. To dobrze, ponieważ ja wcale nie chcę retro – idea bezpośredniego przenoszenia elementów ze starej architektury nigdy mi się nie podobała.
Zdecydowanie można wyczuć rodzaj odrazy wobec polityki ostatnich 20, 30 lat, ponieważ zwłaszcza dziś widać, jak bardzo zbankrutowała, zwłaszcza tutaj w Anglii czy w Stanach – mieszkańcy krajów anglosaskich czują ogromny wstręt do tzw. idei demokracji własności. W krajach o innej polityce własności, jak Niemcy, Francja, Skandynawia, odczuwa się to w mniejszym stopniu. Czuje się, że jest publiczna, ale nie ma politycznej woli, żeby to zmienić. Prawdziwą tragedią tutaj jest spadek po Thatcheryzmie, odpowiednie organa dofinansowywania budownictwa mieszkalnego zapomniały, co do nich należy. Bardzo smutne jest to obserwować, choć z drugiej strony warunki nigdy nie były lepsze – partia Zielonych wyszła z tzw. Green New Deal w odpowiedzi na kryzys kredytowy, żądając większych inwestycji w ekologię ze strony rządu i stworzenia paktu między zielonymi, przemysłem i związkami, żeby przedłożyć autentyczne problemy ekonomiczne ponad czyste finanse. Za tym szłyby wielkie projekty zmiany infrastruktury itd. Żadna duża partia w Anglii się ty jednak nie interesuje.

Piszesz o tym, że od lat 50. aż do wygranej Thatcher był w Anglii rodzaj konsensusu miedzy rządem i społeczeństwem. Czy chciałbyś jego powrotu?
Oczywiście, że nie w takiej formie. Piszę w książce, jak bardzo jest on zmitologizowany.
Jednak pisze się o nim jako o socjalistycznej katastrofie, podczas gdy jakość budownictwa była lepsza niż teraz. W znaczeniu politycznym poziom równości i jakości życia był znacznie wyższy. Po wojnie generalnie chodziło o zablokowanie proletariatu. W różnych miejscach przybrało to różne formy. Nawet w Europie wschodniej był to swoisty „pakt przeciwko rewolucji”. Na Węgrzech „gulaszowy socjalizm” jeśli chodzi o budownictwo polegał na zapobieżeniu powtórki z ’56 roku: macie mieszkania i zamknijcie się. Za znacznie bardziej posępną i depresyjna formę modernizmu w krajach socjalistycznych odpowiedzialne jest to, ze nie było demokratycznych sposobów decydowania. Nie mogliście się w sposób demokratyczny przeciwstawić postawieniu 60 identycznych bloków wzdłuż szosy, co jest prawdopodobnie stwierdzeniem oczywistości.
Obejrzałem dość uważnie bloki w Pradze, Budapeszcie czy Berlinie: te budynki wzdłuż Karl-Marx Allee są oczywiście całkiem przyzwoite. Standard mieszkań z tego okresu jest całkiem wysoki. To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60.
Główną pomyłką było planowanie i cała ta idea Le Corbusiera, miasta złożone z wież i dróg – to był błąd. Było w modernizmie od początku coś, co się temu przeciwstawiało. Zawsze było kilka modernizmów, tylko dziś kojarzymy głównie ten zwalisty styl międzynarodowy.

Stałym problemem jest estetyka: ludzie odrzucają estetykę bloków, a marzą o zamieszkaniu w strzeżonych zamykanych osiedlach – np. w Polsce wszyscy o tym marzą.
Podam ci przykład Barbicanu: to jedno z najdroższych miejsc z Londynie, zamieszkałe przez maklerów. Ja nigdy z życiu nie mógłbym sobie na to pozwolić. A jest to przecież betonowa wyspa z blokami, zbudowana z podobnych materiałów, jak miejsca dla biednych. I jest przecież piękny, czyż nie?
Ale to nastawienie wobec budynków modernistycznych ulega zmianie. Trellick Tower, symboliczny blok w zachodnim Londynie, zwany kiedyś Tower of Terror. Teraz chcą go nawet zamknąć i ogłosić zabytkiem. Ponieważ sekretem Trellick jest to, że to są tak naprawdę luksusowe mieszkania, zbudowane z drogich materiałów, mieszkania są duże, a zostały zbudowane dla biednych – to fantastyczne.
Partia konserwatywna utrzymała się w Anglii dzięki wysadzeniu na bok klasy robotniczej. Na szczęście później mogli oni odkupywać swoje mieszkania. Nie szczędzono przy tej okazji ludziom biurokracji.
Z drugiej strony kapitalizm zaczął sprzedawać ideologię eskapizmu: czy nie chciałbyś mieć swojego miejsca na ziemi, uciec od wszystkiego? To zaczęło odnosić sukcesy w Anglii, która ma większą obsesję na punkcie klasy, niż ktokolwiek inny. W latach 80. socjologowie zaczęli propagować idee, iż człowiekiem może/powinien żyć tylko w tradycyjnej architekturze, chodzić po tradycyjnych uliczkach itd. Czy oni nigdy nie byli w Europie? Przecież ludzie mieszkają tutaj w kilkupiętrowych budowlach czy protoblokach od kilku stuleci.
I właśnie dlatego wplotłem w narrację książki moją własną historię chłopaka wychowanego w Southampton w raczej nieciekawej okolicy, syna klasy robotniczej i średniej zarazem. Wszystkie osiedla, na których mieszkałem, w tym komunalne, miały te same problemy z wandalizmem, przemocą i zanieczyszczeniami. Dlatego chciałem zaznaczyć swoje pochodzenie, żeby nikt nie powiedział, że to jakiś dupek z klasy średniej, który nie wie, jak to jest. Otóż świetnie wiem, jak to jest. Ale to nie ma nic wspólnego z architekturą!

Co masz na myśli mówiąc, że to nie ma nic wspólnego z architekturą? Myślę, że ma wiele wspolnego z brutalizmem. Jeśli weźmiesz produkcję artystyczną tych czasów od lat 50., Młodych gniewnych, filmy, literaturę, to po raz pierwszy pojawia się artysta z klasy robotniczej! Filmy i literatura przyczyniły się do wprowadzenia tej klasy do sztuki.
To prawda, po raz pierwszy mieliśmy po wojnie do czynienia z wielkimi pisarzami z klasy robotniczej, choć pierwszym był D.H. Lawrence. Jak np. B.S. Johnson, autor Nieszczęsnych, który zajmował się architekturą i jako jeden z nielicznych wplatał te elementy do swojego pisania. On znał to od podszewki. Podobnie sprawa ma się z reżyserami, pochodzącymi z całkiem nieoczekiwanych milieu, choć np. Terence Davies, który recytuje w O czasie i mieście tym swoim głębokim głosem „Nie interesowali mnie Beatlesi, interesował mnie Marlowe i Bruckner”, nie ma pojęcia o architekturze. W Anglii zawsze istniała pewna robotnicza kontr-tradycja, która nakazywała wyłamywanie się z kanonu zachowań tej klasy. Po wojnie stała się ona jeszcze silniejsza. Wcześniej ci twórcy nie mieliby szans zdobyć szerszego uznania. To było często pierwsze pokolenie, które poszło na uniwersytet.
Oni mieli po prostu inne idee, niż główny nurt! Weźmy muzykę pop. Została stworzona przez nich i nie jest to sztuka ludowa, to jest sztuka masowa. Została doszczętnie utowarowiona przez kapitalizm, ale pozostaje silna. Modernistyczny z ducha jest tez post punk, używając technik znanych wcześniej tylko w sztuce i architekturze: dekonstrukcji, demistyfikacji, polityzacji sztuki. I dlatego wydaje mi się, że w ostatnich 3 dekadach modernizm jest prawie wszędzie martwy, poza muzyką.

Podoba mi się ta figura self-made artist, coś w rodzaju nowego proroka dla nowych ludzi, zamieszkałych w tych osiedlach czy industrialnych przestrzeniach. Z drugiej strony wspominasz w książce o mnóstwie bardzo wyrafinowanej sztuki. Oczywiście stała się ona taką w wyniku działań kanonizacyjnych historii sztuki. Ale jak to się dzieje, że sztuka, w zamierzeniu np. konstruktywistów przeznaczona dla mas, stała się obiektem estetycznym? Dlaczego projekt zawiódł, a ludzie, dla których był przeznaczony, nie byli nim zainteresowani?
Tak, konstruktywistom wydawało się, że mogą zainteresować zwykłych ludzi abstrakcją, jednak wszystko to bardzo zależy od konkretnych przykładów i kontekstów. Weźmy np. Finsbury Health Centre. Został zbudowany przez Tecton i Lubetkina w ściśle konstruktywistycznym stylu, z kilkoma brytyjskimi detalami. Pytany, czy zwykli ludzie, dla których zostało to zbudowane, „pojmą” tę architekturę, odparł: „Nic nie jest za dobre dla zwykłych ludzi”. To stało się już trochę kliszą, ale wydaje mi się bardzo prawdziwe. Jeśli ktoś pracuje 40 godzin tygodniowo w fabryce, trudno oczekiwać, że nabędzie zdolności doceniania sztuki. Ale to i tak się dzieje. Nie docenia się możliwości doceniania sztuki przez tzw. zwykłych ludzi. Finsbury jest uwielbiane i służy swoim celom od 70 lat. Podaję przykład muzyki tak często, bo jest chyba najbardziej przekonujący. Np. utwór Ghosts zespołu Japan, 4 minuty całkowitej abstrakcji, nie ma bitów, nie ma melodii poza śpiewem, nie ma gitar ani basu, tylko ta dziwna elektroniczna forma – wygrał Top of the Pops. Tysiące ludzi na niego głosowało. Ten problem powraca u Davida Stubbsa w książce Fear of Music – ludzie akceptują sztukę abstrakcyjną, ale już nie muzykę, albo architekturę. Jednak wydaje mi się, że w przypadku architektury problem stanowi tylko po części abstrakcja. Chodzi raczej o jej meandryczność.
Zabrzmi to może idealistycznie, ale przecież proste wieżowce były budowane wszędzie, od Chicago do Władywostoku. A ludzie pozytywnie reagują na swego rodzaju dbałość o design. Jeśli widać, że coś zostało zrealizowane drobiazgowo i z wyczuciem, ludzi to angażuje, w przeciwieństwie do klonów budowanych wedle jakiegoś algorytmu, do których następnie się ich zapakowuje.
Nie można więc generalizować na ten temat, choć postawa z lat 30., żeby wcisnąć robotnikom abstrakcję, ponieważ nie mieli własnej kultury, to protekcjonalny nonsens. Oczywiście istniała kultura robotnicza, ale nie pasowała ona za bardzo do filozofii drapaczy chmur.

No tak, ale najciekawsze jest to, że ta proletariacka, masowa sztuka dla nowego człowieka – wygrała, z oczywistych powodów, widać to zwłaszcza w muzyce. Muzyka ma zdolność przekraczania granic sztuki wysokiej i niskiej, zwłaszcza ostatnio można obserwować rozwój sound artu i otwarcie się instytucji na pokazywanie tej sztuki. Np. obecna instalacja Davida Byrne’a w Roundhouse, Playing the building, przyciąga tłumy i budzi ogromny entuzjazm.
Tak, ale ta idea jest obosieczna. Jeśli chodzi o muzykę tworzoną na blokowiskach, zazwyczaj podnosi się argument pt. „mieszkają w ponurej okolicy, więc robią ponurą muzykę”. Nie uważam osobiście jungle albo techno za posępne gatunki. Może grime, ale jest w nich też element futurystyczny. Jeśli chodzi o sound art, dotyka to innej strony, dlaczego uważam muzykę czy produkcję dźwiękową za sztukę bardziej zaangażowaną w życie codzienne.
Ale nigdy nie napotkałem dzieła sound artowego, które dokonywałoby rzeczy tak głębokich i autentycznych, jak dzieło producenta techno czy jungle.
W kategoriach samego dźwięku nie jest to po prostu aż tak ciekawe. Produkcje z początku lat 90. miały niesamowity aspekt eksperymentu wyzwolicielskiego, znacznie bardziej ekstremalne rzeczy działy się na znacznie bardziej masową skalę. Te dwie rzeczy można porównać, posługując się Post-produkcją Nicolasa Bourriaud (francuski kurator, autor bardzo modnej na początku lat 2000-nych koncepcji tzw. estetyka relacyjna, obecnie gwiazda kuratorska, która zadebiutowała w Tate Modern wystawą „AlterModernism” w tym roku – przyp. AP). Porównuje on w tej książce sampling i dj-ing do współczesnych praktyk artystycznych, np. video artystę Douglasa Gordona, który rozciągnął Psychozę Hitchcocka do 24 godzin albo Pierre Huygue. Remake, 1994-1995, który zrobił remake Okna na podwórze. Jeśli widziałaś te filmy, to możesz co najwyżej zerknąć na to i stwierdzić, że to dość interesujące, i tyle. Natomiast nie musisz znać pochodzenia 20 sekundowego sampla z lat 60., który pojawia się w większości nagrań jungle, żeby móc rozumieć to nagranie, jakiś nieznany utwór z lat 60. nie ma właściwie nic wspólnego z tym nowym kawałkiem, nawet, jeśli cały jest oparty na samplowaniu. Gry z historią są bez znaczenia dla jungle i techno, podobnie jak postmodernizm – on przekroczyły go już lata temu. Natomiast w galerii sztuki, jeśli nie znasz odniesień, nic to dla ciebie nie znaczy. Nic tam nie ma. Oglądanie 24-godzinnego Psycho bez wcześniejszego oglądania Hitchcocka nie ma sensu. Tak więc te popularne prądy muzyczne funkcjonują dużo bardziej na sposób konstruktywizmu czy futuryzmu, niż tzw. sztuki piękne. Na tym właśnie polegała estetyka relacyjna – desperacka próba zrobienia czegoś, co nie byłoby aż tak hermetyczne, co się całkowicie nie udało.

Może nie aż tak. Myślę, że w pewnym momencie sztuka wysoka była zainteresowana interakcją, co się nie udało. To może bardziej ogólna kwestia dotycząca zderzenia sztuki wysokiej pokazywanej w instytucjach i sfery czy też przestrzeni publicznej. O to chciałam cię zapytać: w artykule w najnowszym numerze „Radical Philosophy” napisałeś o zjawisku tzw. austerity nostalgia, nostalgii za surowością życia, która powraca teraz z powodu kryzysu. Powracają hasła z dawnych lat, żeby zawierzyć rządowi i oddać się w ręce opiekuńczych instytucji. Jednak jak piszesz w książce, w latach 50. aż do  końca 70. istniała w Wielkiej Brytanii autentyczna przestrzeń publiczna, np. telewizja czy radio pełniło rolę edukacyjną i pokazywało niezwykłe rzeczy. Jak te dwie koncepcje przeszłości się zderzają czy dopełniają?
Nostalgia za surowością, o której pisałem w „RP” odnosiła się do desperackich prób przywołania czasów, kiedy rzekomo było dobrze. To fantazja – nostalgia klas średnich o tym, jak wygląda tzw. ciężkie życie, nostalgia za czymś, czego nikt z nich tak naprawdę nie przeżył. Przywołuje się w tym kontekście np. Trellick Tower, słynny brutalistyczny kompleks mieszkaniowy zbudowany przez Erno Goldfingera, który nie ma nic wspólnego z surowością, a obecnie są to superdrogie luksusowe mieszkania.
Jeśli chodzi o przestrzeń publiczną, wydaje mi się dziwacznym historycznym paradoksem, że podczas gdy w teorii sprawy były kontrolowane przez instytucje, rady, samorządy, mieliśmy wtedy więcej przestrzeni rzeczywiście
publicznej, która nie była kontrolowana. Dobrym i oczywistym przykładem jest Radio BBC. Także znany serial brytyjski Dr Who, który zaczął się w latach 60. Zastanawiający jest sposób, w jaki zmieniła się muzyka w nim – w pierwszej fazie istnienia serialu do lat 80. była znacznie bardziej awangardowa, obecnie zaś bombastyczna i orkiestrowa. Zazwyczaj podpiera się to populistycznym argumentem: dajemy ludziom tego, czego potrzebują, kiedy tak naprawdę wybór coraz bardziej, dramatycznie się zawęża, mimo że oficjalnie ma być większy. Pomysł, że rada miejska w Londynie miałaby budować awangardowe budynki, a BBC Radiophonic Workshop będzie grać awangardowa muzykę, jest teraz nie do wyobrażenia. Jest coś niesamowitego w tym, że biurokratyczne instytucje oferowały właściwie większą ilość wolności niż teraz. Np. w Sheffield, gdzie niedawno byłem, 2,5 roku zajmuje samo planowanie i biurokracja, a kompleks Park Hill został zaprojektowany, zbudowany i oddany do użytku w mniej więcej podobnym czasie, w latach 1957-61. Dziś biurokracja powstrzymuje cię raczej przed zrobieniem czegoś, niż pozwala na działania. Narodowy, zbiurokratyzowany, socjalizm powojenny nie był wystarczająco kontrolowany przez warstwy niższe, tzw. socialism from below i dlatego tak łatwo został zniszczony, a wraz z nim np. Narodowa Służba Zdrowia. W latach 40. mieliśmy albo socjalizm, kiedy sprawy były kontrolowane przez robotników, albo kontrolę państwową. Jestem zwolennikiem tych modeli. Teraz mamy pokraczną formę nacjonalizmu, kiedy po krachu finansowym banki są wspomagane przez państwo, a obywatele nie mają na to żadnego wpływu. Nic się nie zmieniło, wciąż inwestują w te same podejrzane interesy, pomimo, że to my jesteśmy właścicielami tych pieniędzy!

Im więcej rynku i kapitalizmu, tym mniej demokracji?
Tak. Można to zobaczyć choćby na przykładzie zmniejszającej się frekwencji wyborczej. Od upadku Partii Pracy ludzie odkryli, że między partiami nie ma praktycznie różnicy i po prostu przestali głosować. Dzieje się tak mniej więcej od połowy lat 90. Przyszedł Blair w swoim prawniczym garniturku i zapowiedział: no to teraz zrobimy was wszystkich nowoczesnymi.
Ale to, co ostatecznie zrobili, było raczej uwstecznieniem. Uczony Sebastian Timpanaro powiedział, że ktokolwiek, kto pragnie odkryć na nowo socjalizm w EU, odkrywa tak naprawdę coś bardzo starego, czyli kapitalizm.
I to dokładnie się stało, modernizacja okazała się krokiem w tył. Jednak problemem angielskiej lewicy jest nostalgia, albo za XIX wiekiem, albo, jak ostatnio, za latami 70., kontrkulturą i Sex Pistols. To zarazem słabość i siła.
Uważam jednak resentyment za siłę, ponieważ gniew może być czymś, co pociąga nas dalej. W tym tygodniu odbywa się w Londynie Climate Camp, coś w rodzaju wesołego miasteczka i hippisowskiego obozowiska. Sytuacja wygląda tak, ze jeśli chcesz osiągnąć cele polityczne i przyciągnąć ludzi, musisz postawić wesołe miasteczko. Natomiast nostalgia lewicy odmawia przyjęcia tego do wiadomości. Prolemem angielskiej lewicy jest nostalgia, albo za XIX wiekiem, albo, jak ostatnio, za latami 70., kontrkulturą i Sex Pistols. To zarazem słabość i siła. Uważam jednak resentyment za siłę, ponieważ gniew może być czymś, co pociąga nas dalej. W tym tygodniu odbywa się w Londynie Climate Camp, coś w rodzaju wesołego miasteczka i hippisowskiego obozowiska. Sytuacja wygląda tak, ze jeśli chcesz osiągnąć cele polityczne i przyciągnąć ludzi, musisz postawić wesołe miasteczko. Natomiast nostalgia lewicy odmawia przyjęcia tego do wiadomości.

Coś jednak sprawia, że ludzie czują się niewygodnie w nowoczesności. Jak myślisz, co to jest?
Pamiętaj, że Anglia była pierwszym krajem, który przeżył rewolucję industrialną i już samo to jest powodem nostalgii, ponieważ rewolucja przybrała tak skrajną formę. Anglia cała składa się z przedmieść. Dlatego mit wsi jest tak silny, bo nie mamy z nim już nic wspólnego. W krajach takich, jak Włochy czy Szwecja ludzie mogą cofnąć się o kilka pokoleń wstecz, żeby przywołać czasy wsi. U nas trzeba by się cofnąć co 200 lat. I ta niepowetowana strata jest jedną z przyczyn. Ponieważ kraje, które pamiętają pracę na roli, wiedzą, że była zwyczajnie okropna. Jedną z przyczyn angielskiego konserwatyzmu jest to, że nigdy nie zostaliśmy pobici na żadnej wojnie. Jednak nawet jeśli po II WŚ Anglicy mogli mieć poczucie wygranej, kraj był całkiem wyniszczony, ludzie rozpaczliwie biedni i tylko dzięki pomocy amerykańskiej nasza gospodarka przetrwała. Ale Anglia nie musiała nigdy zmagać się z okupacją czy z odebraniem jej kolonii. Problemem Anglii jest prawdopodobnie to, że nigdy nie została dostatecznie upokorzona (śmiech).

Wracając do przestrzeni publicznej: za 3 lata odbędzie się Olimpiada na
terenach we wschodnim Londynie. Ten teren już jest zdewastowany i zanieczyszczony. Warszawa również w tym samym roku spodziewa się zamieszania zwiazanego z Euro 2012, Stadion X lecia, który przez lata służył jako targowisko, został rozebrany. Jaka jest postawa Anglików wobec tej imprezy?
N
astawienie było do przewidzenia: ale przecież to przyniesie pracę dla okolicy. Jaką pracę? Olimpiada trwa 2 miesiące. Generalnie nastawienie Anglików jest bardzo niechętne. Sama Lower Lea Valley gdzie się to odbędzie, przypomina Zonę ze Stalkera Tarkowskiego – jest to koszmarnie zanieczyszczony teren postindustrialny. Składowano tam dziwne podejrzane chemiczne substancje, śmieci i zwały gruzu. I podobnie, jak w Zonie, zaległa się tam niesamowita fauna, a także roślinność, którą przynosili ludzie z doków. Pisał o tym poeta Luke Davies. Wytworzyła się niesamowita przestrzeń, zarazem niebezpieczna. Więc zamiast zastanowić się, co zrobić z tą niezwykłością, rząd postanowił zmieść to z powierzchni ziemi i urządzić festiwal próżności i kretynizmu. Londyn cierpi na potężny kryzys braku mieszkań, ale zamiast zbudować tam np. publiczne osiedle, powstanie stadion, który przez następne lata będzie straszył i jakieś bezsensowne małe mieszkanka po hotelu dla sportowców. Oczywiście nie jesteśmy Chinami i zostało nam trochę demokracji – nie będzie więc stawiania tak absurdalnie kosztownych budowli, jak w Pekinie.
Niepokoi mnie jednak wielość planów budowlanych, mających jeszcze bardziej zamknąć Londyn – kolejne centra handlowe i luksusowe domki.

W kwietniu odbyły się w Londynie potężne protesty przy okazji szczyt finansowego G20. Uczestniczyłeś w nich i opisałeś to na blogu. Ty i Mark „K-punk” Fisher (rozmowa z nim w #51 „NN6T”) pisaliście o „prawie do miasta”, co przypomniało mi manifesty sytuacjonistyczne. Mam wrażenie, że Anglicy są dużo bardziej świadomi tego, co się dzieje i może u was zaistnieć jakaś zmiana świadomości społecznej.
Odbyły się wtedy w Londynie właściwie 4 protesty, antywojenne i antykryzysowe
wokół Banku Anglii i dzielnicy finansowej, i okupacja fabryk za miastem.
Te protesty zaczynają się łączyć. Protest dotyczył przede wszystkim technologii. Jeśli mamy się wydobyć z kryzysu, potrzebujemy inwestycji w technologię, których się nie robi, a pieniądze idą na wojnę i zbrojenia.  
Potrzebujemy alternatywnych form finansowania. Największy skandal polega na dofinansowywaniu banków. Pieniądze powinny iść np. na nowe rodzaje przemysłu. Jednak wszystko co możemy zrobić to tak naprawdę gra z istniejącym systemem, a ja jak wiesz nie jestem jego fanem. Mamy w Anglii szczególnie skrajną formę abstrakcyjnie finansowanego kapitalizmu.
Cała ta idea Marksa, że wszystko, co stałe rozpływa się w powietrzu, powinna zostać odwrócona, wszystko, co było z powietrza, stało się jak ze stali. Problemem jest czerpanie finansów: tutaj zlikwidowano większość
przemysłu, wiec pieniądze można robić już tylko z samych pieniędzy.

Wspominasz często o tzw. association fallacy, błędnym, oszukańczym skojarzeniu, w odniesieniu do stylów architektonicznych.
Pojęcie błędnego czy też oszukańczego skojarzenia czy też „błądzenia etycznego” pochodzi od historyka architektury Geoffreya Scotta, i odnosi się do pojęcia rzekomej moralności w architekturze: powiedzmy, że budowla zbudowana dla Medyceuszy zawsze już będzie naznaczona ich zepsuciem i niemoralnością. Wspominałem o tym w odniesieniu do idei, że budynki zaprojektowane dla konkretnych politycznych klientów, muszą nosić na sobie piętno ich polityki. Niezupełnie zgadzam się ze Scottem, że zachodzi tu oszustwo – jest całkiem prawdopodobne podziwiać piramidy nie popierając zarazem niewolnictwa, jednak z powodu względnie bliskiego kontekstu historycznego, ludziom trudno znaleźć upodobanie w pracach Alberta Speera czy Lwa Rudniewa. Chodzi jednak o to, że można dostrzec w tych budynkach ich politykę. Pałac Kultury w Warszawie wygląda tak, jak wygląda z powodów pozaarchitektonicznych. W podobny sposób, budynki wyprodukowane przez politykę, którą sam podzielam, jak Marx-Hof w Wiedniu czy Park Hill w Sheffield posiadają rodzaj architektonicznej wspólnotowości, której nie można zredukować tylko do wyborów estetycznych.

W ramach festiwalu Warszawa w Budowie przygotowanego przez Muzeum
Sztuki Nowoczesnej w Warszawie wygłosisz 5 listopada wykład. Opowiedz o temacie swojego wystąpienia.

W Warszawie mam zamiar opowiedzieć o przebudowywaniu miast, co musi mieć oczywiście szczególny rezonans u was, skoro miasto zostało do cna zburzone. Po 1945 miasta, które zostały ciężko zbombardowane (tak jak moje rodzinne Southampton) lub całkowicie zniszczone, zostały odbudowane, na wiele różnych sposobów. Interesuje mnie to, co dzieje się później – fala rozbudowywania w latach 60., kiedy rozwiązania z lat 40. zostały odrzucone, a także następujące później odrzucenie rozwiązań modernistycznych w latach 80. i 90. na rzecz historycznych rekonstrukcji, a następnie odrzucenie i tego w latach dwutysięcznych na rzecz „nowego modernizmu”. Stoi za tym pewna retoryka, rzadko kwestionowana, odbudowywania, odnowy, regeneracji, wiara, że rozbudowywanie przestrzeni miejskiej jest lekiem na całe zło, sposobem na wymazanie (szczególnie tej najnowszej) przeszłości.

Owen Hatherley (ur. 1981) jest młodym teoretykiem, pisarzem i blogerem, który kilka miesięcy temu wydał książkę  , w oficynie Zero Books, całkiem nową interpretację modernizmu, postulującego rozpatrzenie powojennego dziedzictwa raczej, niż wyrafinowanej sztuki międzywojennej.
Książka spotkała się ze sporym rezonansem. Hatherley regularnie pisze i robi ekspedycje m.i.n dla takich pism jak „Building Design”, „New Satesman”, „New Humanist” i wielu innych. Od kilku lat prowadzi 3 blogi, z których najważniejszy to Sit down man, you’re bloody tragedy nastybrutalistandshort.blogspot.com. Na uniwersytecie Birkbeck przygotowuje teraz doktorat Everyday Life, Mass Production, Mass Politics and the Avant Garde in Weimar Germany and the USSR, 1917-1934. Pisze głównie o architekturze, polityce i kulturze.

nastybrutalistandshort.blogspot.com



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA