ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Agata Pyzik
[2009-12-01]


Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.

Co skłoniło cię do sprzymierzenia się z artystami? Jesteś wraz z Agnieszką Kurant, Jankiem Simonem, Oskarem Dawickim, Olą Wasilkowską, Łukaszem Rondudą i prof. Andrzejem Nowakiem współautorem wystawy Niezwykle rzadkie zdarzenia pokazywanej latem tego roku w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Co takie działanie daje ekspertowi? Jak poszerza język kogoś zajmującego się technologiami, mediami, przemianami społecznymi, filozofią?
To nie jest moja pierwsza wycieczka w te rejony. Wzięła się z pokusy poszerzania wrażliwości, języka, może też nasłuchiwania, co się dzieje gdzie indziej, zrozumienia, co jest teraz i co będzie w przyszłości, jak rzeczywistość będzie się rozwijać. Ta ciekawość nie może zostać zaspokojona tylko poprzez metody naukowe. Interesuje mnie przyszłość, która przecież jako kategoria ontologiczna w ogóle nie istnieje, więc intuicja z każdego pola jest dla mnie cenna. Z Łukaszem Rondudą współpracowałem już wcześniej, ale dopiero ten projekt nabrał realnych kształtów. To była suma przypadków, decydujące było seminarium z profesorem psychologii Andrzejem Nowakiem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Nasze wzajemne porozumienie wcale nie było oczywiste, a to przez pewien imperializm nauki, jaki reprezentował Nowak. Na pewnym etapie zaczęło więc dochodzić do nieporozumień, swego rodzaju podziałów terytoriów, napięć między dziedzinami reprezentowanymi przez różnych uczestników projektu.

Stworzyliście Manifest Nooawangardy, którego prof. Nowak nie podpisał. Treść manifestu, gdzie odwołujecie się np. do szeroko dziś dyskutowanego pojęcia kapitalizmu kognitywnego, może budzić rozmaite wątpliwości. Podczas wystawy miały miejsce spotkania z filozofami, podczas których można było odczuć pewną słabość sztuki w zderzeniu z „twardszym” dyskursem np. filozofii. Gdzie, jeśli w ogóle, może leżeć specyfika sztuki?
Nasz Manifest jest czasem przeciwstawiany Stosowanym sztukom społecznym Artura Żmijewskiego. Sam Żmijewski podjął próbę dyskursywizacji sztuki w Powtórzeniu eksperymentu Dr. Zimbardo. Prowadziłem na SWPSie spotkanie, gdzie artysta konfrontował się z psychologami. I razem z kuratorką Joanną Mytkowską zostali przez nich niemal zmasakrowani. Przyznali później, że nie przypuszczali, jak duży może być poziom wrogości ze strony środowiska naukowego. A zarzuty wahały się od posądzenia o nieetyczność, aż po brak wartości poznawczych. Widać było, że nauka w ogóle nie była w stanie otworzyć się na ich pomysł, natomiast moim zdaniem problemem kuratorki i artysty była raczej ich ambicja uznania sztuki za równoprawne narzędzie produkcji wiedzy. Jednak przybrali złą taktykę, chcąc przywdziać szaty nauki za wszelką cenę, co było fałszywe i naukowcy od razu im to udowodnili.
W naszym przypadku, jako że materia była inna, inny był konflikt: nastąpił brak zrozumienia się, tzn. celów, jakim służy badanie naukowe i metody sztuki, choć nie bez wzajemnej fascynacji. Andrzej Nowak pokazywał swoje badania, m.in. takie, gdzie usiłował w sposób naukowy zdefiniować pojęcie piękna, zracjonalizować estetykę przy badaniu reakcji psychologicznych. Tymczasem artyści próbowali mu wytłumaczyć, że w sztuce już od jakiegoś czasu nie chodzi o piękno, że estetyka nie jest tożsama ze sztusztuką, a piękno jako umiejętność wzbudzania pewnych emocji, owszem, powinno leżeć w warsztacie artysty, ale nie to jest jego głównym celem. Pojawił się więc podstawowy problem niezrozumienia własnych warsztatów. Toteż nasz Manifest był swego rodzaju reakcją obronną, żeby nie dać się zawłaszczyć przez proces zainicjowany przez Nowaka i odpowiedzieć swoim językiem. Zaproponowaliśmy mu podpisanie go, jednak on odrzucił tę propozycję.

Artur Żmijewski w swoim manifeście chciał podciągnąć sztukę pod swego rodzaju socjologię czy politykę, jako rodzaj działania, które ma przynosić określony skutek.
Nam nie chodzi o udowadnianie, że sztuka jest poza społeczeństwem. Manifest był próbą określenia pozycji sztuki i aktu twórczego w kontekście tego, co wiemy dzisiaj: współczesnej, epistemologii, tego, co daje przełom posthumanistyczny, wszystkich czynników zmiany kontekstu, które się pojawiły, wobec których trzeba zająć jakieś stanowisko. Co to znaczy, że dzisiaj nie ma podmiotu, czym wobec tego jest twórca, czy jest kolektywem i jakim – to wszystko trzeba jeszcze przemyśleć i Manifest jest w fazie przejściowej. Zaczęliśmy urządzać seminaria w CSW i ściągnęliśmy nowych ludzi, np. Andrzeja W. Nowaka z Poznania, który wprowadził temat zmian wynikających ze wspomnianego uwikłania posthumanistycznego. W Manifeście twórca występuje jako aktor w działaniu, ale można na to różnie spojrzeć. Wiemy, na czym dziś polega zmiana społeczna i jej dynamika, na co mamy wpływ, a na co nie mamy, i ta wiedza może służyć różnym celom, np. legitymizacji pewnych działań politycznych, ponieważ uzasadnia pewien ład. W naszym Manifeście natomiast mówimy, że nie można istnieć poza systemem, że niezależnie kim jesteśmy, nie możemy stanąć na zewnątrz i jesteśmy zawsze jakoś uwarunkowani. Jednak może zaistnieć moment kluczowy, czyli powstawanie czegoś nowego. Należy zbadać, jak to nowe się materializuje i wchodzi do historii i tu podstawowy wydaje mi się Alain Badiou, ze swoją koncepcją „wydarzenia”. Mówimy, że trzeba się pogodzić z tą paradoksalną sytuacją, że jest ten moment, nad którym nie panujemy – odwrotnie od postulatów Żmijewskiego: nie jesteśmy w stanie zaplanować wydarzenia, dopiero później, poprzez aktywność społeczną, można coś modelować czy mieć wpływ na dynamikę zmiany. Owym impulsem, wydarzeniem, może być akt sztuki, dzieło czy odkrycie naukowe lub zdarzenie polityczne, jak Andrzej Lepper wysypujący zboże na tory. Nie on jeden wysypał zboże, ale to on stanął we właściwym czasie i miejscu i „przeorał się” przez politykę w Polsce, co czyni tę sytuację „wydarzeniem”.

Powrócę do specyfiki sztuki: kiedyś sztuka miała np. dostarczać wrażeń estetycznych, najpierw mecenasom, potem się to zdemokratyzowało. Jednak współcześnie, kiedy sztuce odmawia się funkcji estetycznej, traci na tym jej specyfika, ponieważ wbrew teorii kłącza i innym, najmocniejszą pozycję wciąż mają dobrze okopane dyskursy. Jeśli sztuka traci dawną rację bytu, staje wobec nowych wyzwań, a chce pozostać wierna sobie, czyli nie udawać funkcji estetycznych, których już nie może pełnić, jej pozycja jest zagrożona.
Dokładnie taką samą tezę postawiła seminarium podczas wystawy dr Basia Markowska: że taka jest logiczna konsekwencja i coś w tym niestety jest. Jednak mnie nie interesuje dziedzina instytucji, w jakich istnieje sztuka, ale sam fakt wytwarzania czegoś nowego, a potem języka, w jakim się to wyraża. Ciekawsze jest to, co powstaje przeciwko instytucjom. Na przykład obecnie w nauce zaistniał ruch Open Source. Na skutek zmiany technologicznej odkryto, że artykuły naukowe można publikować w internecie, a nie tylko w „Nature” i „Science”. Dynamika tego rodzaju zmian wygląda w ten sposób, że najpierw coś zaczyna się logiką kłącza, a potem się legitymizuje. System wymaga autoryzacji i legitymizacji wiedzy, więc pisma internetowe też musiały obudować się instytucjonalnie. Powstał zatem drugi obieg tego systemu, który musiał się dostosować, przyjąć np. metody rangowania, czyli punktacji etc. Powracają więc elementy starego systemu.

Ale pojawiło się nowe mediu - internet.
Tak i ono umożliwiło samo rozszczelnienie systemu i zburzenie monopolu czy też oligopolu. Okazało się, że była to szansa dla naukowców np. z Trzeciego Świata, którzy nie mieli dostępu do obiegu nauki zdominowanego przez system kolonialny, ponieważ system nauki reprezentuje strukturę kolonialną. Nagle okazało się, że istnieje nauka w np. Ugandzie, ale też nowe jej formy, np. w genetyce, że istnieją zrzeszenia sieciowe nad poszukiwaniami nowych leków właśnie w Open Source. Interesują mnie tego typu działania, podobnie w sztuce i w kulturze. Na ile jakaś zmiana może spowodować coś ważnego, co potem wraca do społeczeństwa, ukazując nowe formy wrażliwości i zmienia całą tkankę? System jest jeden i zamknięty, ale on się zmienia, rekonfigurują się jego układy, powstają nowe więzi.

Tak, ale też ta zmiana została inkorporowana przez kapitalizm kognitywny. Destrukcja jest stałą funkcją kapitalizmu, który nie może bez niej funkcjonować. Przez to sama instytucja zmiany, zamiast być ożywcza, zostaje tym łatwiej wchłonięta przez system.
Istnieją dwa błędy w myśleniu o społeczeństwie: nostalgia i utopia, głosząca, że dobrze dopiero będzie. Możemy jednak przyjąć, że życie jest procesem: procesem ciągłego uciekania. Afirmując zmianę, legitymizujemy system, ale też jest to mimo wszystko jedyna szansa na emancypację. Niestety, i dotyczy to także sztuki, wadą wszystkich projektów rewolucyjnych jest następujący po nich Thermidor, czyli pragnienie stabilizacji systemu. A jak zaczynamy stabilizować system, przyjmujemy jego reguły, co grozi powrotem do najgorszych wad starego systemu. Nasza teza jest taka, że nie ma stanu idealnego, stale poszukuje się tych ziaren emancypacji, natomiast czy można wymyślić system końca historii, tak jak uczynił to Fukuyama? Wydaje mi się, że jest to ślepa uliczka. I dlatego tak ważne jest zrozumienie zmiany, która jest niezbędna samemu systemowi do jego trwania, ale jakoś go przekracza.

Powiedziałeś, że nie interesują cię instytucje, ale to, co jest oporem wobec nich. Jednak sztuka wysoka jest w specyficzny sposób od nich uzależniona, praktycznie nie istnieje poza nimi. Dlatego szansą jest popkultura. Nawet sztuka konceptualna, która próbowała podważyć rekuperację idei i przemysł kulturowy, np. Hans Haacke, który ustawił urny do głosowania w MoMA, czy Richard Serra, który postawił Tilted Arc w poprzek publicznego placu, nie opuszczają w żaden sposób sfery sztuki i nie przechodzą do sfery społecznej. Zdarza się jednak to, co nazwaliście Niezwykle rzadkimi zdarzeniami, w popkulturze, takim zjawiskiem jest np. film kultowy, który dokonuje transgresji wobec tego, jakim go zamierzono.
Z pewnością popkultura jest teraz ciekawsza niż sztuka wysoka. To pewna konsekwencja rozwoju: jeśli przeszliśmy przez lata społeczeństwa masowego, umasowienia demokracji, to trzeba patrzeć, co rządzi językiem, co tworzy debatę: i ewidentnie jest to kultura popularna, którą trzeba sproblematyzować. Jest kultura popularna będąca pokłosiem kultury masowej, przede wszystkim telewizja, która ma charakter ubierniania społeczeństwa, w sposób Luhanowski, i tutaj się nic nie zmieniło…

Ale już internet zaczyna wypierać telewizję.
Tak, bo pojawiła się kultura, zwłaszcza młodych, mająca wszelkie znamiona kultury popularnej, która jest jednocześnie kulturą bardzo wymagającą. Choćby Matrix, który można oglądać jak film akcji, ale też jako poważny komentarz na temat rzeczywistości. Trzeba mieć studia skończone, żeby przebrnąć przez szereg odwołań, mieć przeczytanego Baudrillarda, etc. Pełne obcowanie z tymi produktami wymaga kompetencji intelektualnych.
Socjolożka Eva Illouz zwraca uwagę na ten paradoks, że dzisiaj kultura popularna zdominowana jest nie przez emocje, ale hipertekst, i że jest hiperracjonalna. Nadal istnieje obszar emocjonalny, telewizyjny, masowy, który, co interesujące, został przejęty przez sferę polityczną, i to rządzi w dyskursie publicznym. Natomiast ci, którzy weszli w internet, musieli przyjąć, że rdzeniem tej rzeczywistości jest hipertekst, a nie obraz, obraz jest wtórny. Zaczęliśmy w prywatnej komunikacji posługiwać się bardziej racjonalnym kodem niż w dyskursie publicznym, a zawsze było na odwrót. Illouz podaje przykład wchodzenia w związki intymne: kiedyś odwoływaliśmy się do kodów romantycznych, teraz coraz więcej związków jest zawieranych na podstawie autodeskrypcji, np. w profilu na serwisie społecznościowym. To zmiana, której skutków jeszcze nie znamy.

Gdzieś wokół tego krąży kapitalizm i ma swój interes. Sama kategoria przemysłu kultury jest nie tyle nieaktualna, ile się zmienia. Pojęcie kapitalizmu kognitywnego nie jest bez sensu; kiedy Marks pisał swój Kapitał, też tylko 10% ludzi pracowało w przemyśle. Trzeba zrozumieć, gdzie leży hegemonia. Nie ma racji Richard Floryda, piszący, że hegemonia jest w branży przemysłów twórczych. Rdzeniem systemu są takie formy, jak Google, które żyją nie z produkcji, tylko z przetwarzania znaków i zarządzania infrastrukturą. Z punktu widzenia takich form, jak Google, nie ma znaczenia, czy istnieje przemysł kulturowy, oni mogą przetwarzać cokolwiek: blogi, dane medyczne etc. I takich firm jest stosunkowo niewiele. Monopolizacja w sektorze niematerialnym jest znacznie większa niż w sektorze przemysłowym i to jest główne zagrożenie. Weszliśmy w społeczeństwo pragnienia kontroli. Wszyscy zdają sobie sprawę, co Google robi, ewentualnie nie zdają sobie sprawy, że ta problematyka wartości nie zależy od jakości, ale od ilości, zdolności do personalizacji profilu. Jednak najgorsze jest to, że mimo iż to wiemy, nie mamy powodu buntować się przeciwko temu. Chcemy w tym systemie uczestniczyć, bo to jest wygodne: dostajemy za darmo mnóstwo usług. Korzystają z tego też artyści. Kiedyś były jakieś nisze. Google jednak do tego stopnia zdominowało sferę komunikacji, że cokolwiek robimy, korzystając z sieci, a nawet nie korzystając bezpośrednio z Google, działamy na jego rzecz, np. tagując blogi.

Jesteśmy wszyscy pracownikami Google.
Stąd pomysł płacy obowiązkowej dla wszystkich, za życie, pisał o tym Negri, a wcześniej Gorsh, już pod koniec lat 70., sformułował pojęcie płacy powszechnej. No bo rzeczywiście, wszyscy pracują; do reprodukcji systemu jest potrzebna konsumpcja, czyli np. reprodukcja komunikatów reklamowych, najwięcej czasu mają bezrobotni, więc uczestniczą bardzo aktywnie w tym systemie, toteż należałoby im płacić, chociaż są bezproduktywni.
Można do systemu podejść na zasadzie Luddystycznej, czyli: wychodzimy z niego, palimy maszyny, ponieważ nawet działania, które pozornie wydają się emancypacyjne, np. Open Source – są takie w sferze ekspresji, ale są bardzo funkcjonalne z punktu widzenia systemu. Dobrym przykładem jest zawłaszczenie Linuxa przez armię amerykańską – nawet machina wojenna jest w stanie się tym posiłkować. Baudrillard napisał, że rzeczywistość schodzi do kolejnych warstw, i rzeczywiście, oddaliśmy już chyba ostatni bastion. Więc jeśli ta sytuacja nam się nie podoba, to powstaje pytanie, jak w sposób realistyczny z tym walczyć. I dlatego w Manifeście wspominamy o używaniu tego narzędzia, które jest najcenniejsze z punktu widzenia systemu, czyli twórczości. To jest jakiś sposób na ucieczkę, tylko z koniecznością ucieczki ciągłej, bez takiej możliwości, że można raz uciec i mieć święty spokój. Jednak tu brakuje ciągle odpowiedniej refleksji, choć już się ona zaczyna pojawiać.
Obecny kryzys ekonomiczny ujawnia pewne tendencje w tej formie kapitalizmu: jest pewna hegemoniczna forma wytwarzania wartości, tam, gdzie jest największy poziom akumulacji, czyli w tych sektorach krekreatywnych, ale na skutek tego podziału emancypacyjnego, społeczeństwa sieci etc., paradoksalnie nagle ta produkcja komercyjna musi się konfrontować nieustannie z mnóstwem produkcji niekomercyjnej, co powoduje, że walor polegający na rzadkości traci na znaczeniu. Dzieje się to w przemyśle muzycznym: z jednej strony złodziejstwo, z drugiej – podaż produkcji amatorskiej. Podobnie dzieje się w filmie, są blogi, prasa, zaczyna się to w nauce. Efekt jest bezpośredni: w Ameryce płace informatyków zmalały ostatnio o 15%, maleją płace Ph.D. – warstwa kluczowa dla systemu ulega nagle pauperyzacji. Struktury ulegają też wewnętrznemu rozwarstwieniu: istotny jest hiperkreatywny rdzeń. Wartość rynkowa Google i Wal-martu jest podobna, tylko, ze Google zatrudnia 20 tys. osób, a Wal-mart 2 mln. A tych 20 tys. pracowników Google też się wewnętrznie dzieli: tam jest ok. tysiąca ludzi, którzy są miliarderami, którzy tym zarządzają, reszta to jest jakiś kognitariat, ale uprzywilejowany, i cała banda koderów. Tu jest bardzo negatywna polityka płacowa, pozycję zachowują tylko ci, którzy są w rdzeniu, reszta leci w dół, co np. w Stanach poskutkowało strajkiem scenarzystów. System zaczyna pękać od dołu, jeśli nie wymyśli się sposobu jego reprodukcji. Dlatego Obama próbuje ratować np. nie tylko banki, General Motors, ale też olbrzymi strumień pieniędzy idzie na innowacyjność i rewolucję techniczną, żeby z kasy państwowej zasubwencjonować warstwę, która jest zagrożona pauperyzacją na skutek zachodzącego obecnie procesu dziejowego. Przez zwiększenie podaży grantów dla nauki, zwiększają się automatycznie przychody.

Więc musiało dojść do interwencji polityków. Czy nie można pomyśleć np. o przeformułowaniu statusu pracy?
Oddolnie nie dało się powstrzymać tych procesów. Widać, że na końcu jest polityka, tego nie da się obejść. Trzeba przemyśleć koncepcję państwa, i to państwa jako instytucji. Obecna sytuacja jest analogiczna do tego, co było przed i po New Dealu. Mieliśmy niezwykłą kreatywność od końca XIX wieku aż do II wojny, świetnie opisał to Pynchon w Against the Day.
Innowacyjność jako motor gospodarki stanowi podstawowy problem społeczno- psychologiczny: pisali o tym klasycy, ekonomista Joseph Schumpeter w pierwszej połowie XX wieku i socjolog Gabriel Tarde jeszcze w wieku XIX. Jednak nie da się żyć w nadmiernie innowacyjnym społeczeństwie, bo to oznacza ciągły chaos. Paradoks polega na tym, że gdyby kapitalizm był wierny swojej zasadzie, rozsypałby się. Dla jego podtrzymania potrzeba hamulca z zewnątrz i staje się nim właśnie bezpośrednia interwencja polityczna. New Deal polegał na podziale pracy: scedujmy innowacje na korporacje, wprowadźmy się system patentowy, który nie promuje innowacyjności, lecz ją kontroluje, dlatego że tylko korporacje były w stanie go utrzymać, uznajmy związki zawodowe za legalnego partnera, a państwo niech zagwarantuje redystrybucję, tak żeby robotnicy, którzy przyjmują ten układ, nie buntowali się. Odpowiedzią na to był pewien wariant socjalizmu, który wtedy niespecjalnie się sprawdził, ale widać, że taka pokusa może się teraz pojawić, bo nie sposób bez niego przeprowadzać redystrybucji.

Czyli kapitalizm paradoksalnie nie może sobie poradzić bez interwencji niekapitalistycznej. Może to jest jakaś szansa, żeby go zaburzyć?
Absolutnie. Dlatego właśnie Obama patrzy na modele europejskie, weźmy np. interwencje państwa w infrastrukturę, żeby odejść od absurdów, do jakich doszła Ameryka w modelu wolnorynkowym, których ofiarami padły m.in. transport publiczny i służba zdrowia. Ta ostatnia jest nie do ruszenia niestety, jednak zaistniała tęsknota, a przynajmniej świadomość tamtejszej elity politycznej, że coś z tym trzeba zrobić. Europa pokazała, że interwencja może działać, co potwierdził kryzys, i że to jest mechanizm z dość dużym potencjałem adaptacyjnym. Tak działają modele skandynawskie, w tym momencie już mniej etatystyczne, ale z silnym udziałem państwa, godząc innowacyjność, rozwój i państwo socjalne. To można wypracować. Jednak w Polsce te modele zbywane są zarzutem o zbyt dużym wydatku państwa, na który nas nie stać.
W wydanej teraz po polsku książce Manuela Castellsa Społeczeństwo informacyjne i państwo dobrobytu jest jedna rzecz, na którą zwraca uwagę współautor, Himanen, który napisał książkę Etyka hakerska. Odnosi się tam do Webera i pokazuje, że dzisiaj etyką kapitalizmu są wartości hakerskie, w pierwotnym znaczeniu Robin Hooda, wolnościowym i emancypacyjnym: kult dzielenia się, dużej wewnętrznej dyscypliny, ale braku jej wobec systemu zewnętrznego, kult merytokracji i kult majsterkowania przy systemie. Sukces Finlandii polegał na tym, że zdano sobie sprawę, że samo państwo ani korporacje nie mogą nic zrobić, natomiast trzeba uwznioślić chęć ludzi do hakowania systemu, włączyć weń możliwość kwestionowania przez aktorów społecznych. Więc anarchia poza systemem jako impuls do modyfikacji. Jeżeli to wszystkim pasuje, a efekt społeczny nie jest najgorszy, to warto się nad tym pochylić.
Zadajemy sobie dziś pytanie o możliwość rewolucji, jednak nawet stary maoista Badiou, chociaż pisze dziś o „hipotezie komunizmu”, to pisze również, że kapitalizm jest światem. Po rewolucji kulturalnej skończyło się marzenie o rewolucji i teraz jest odwieczne pytanie, czy reformizm, czy stabilizacja. Tradycję ruchów i stowarzyszeń, anarchosyndykalizmu, Polacy mają akurat dobrze opanowaną. Chodzi o działanie przeciwko systemowi, ale konstruktywne, przeciwstawienie w sensie ekonomicznym kapitałowi spółdzielni. To było bardzo skuteczne, przed i już po odzyskaniu niepodległości, budował na tym PPS. Nie unieśliśmy tego w kontekście nowego kapitalizmu. Rewolucja 1905 r. to był zryw emancypacyjny, który został w ogóle z historii wykreślony, no i Solidarność, którą trzeba by opisać z tej perspektywy, a nie katolicko-konserwatywnej. Był to ruch rewolucyjny w tym sensie, że zaproponował nową formę stowarzyszania i upodmiotowienia.

Dodatkowo w Polsce istnieje silny opór przed lewicowością.
To wynik naszej transformacji, która wymagała, żeby wyprodukować jak najszybciej weberowski, protestancki kapitalizm posłuszeństwa, dyscypliny, samoograniczenia, i wyrugowaliśmy tradycję lewicową. Kiedy opowiadałem o zmianie postaw etyki pracy w Polsce na zagranicznych konferencjach, sam byłem tym zaskoczony. Nastąpiła błyskawiczna, w ciągu 10 lat, absorpcja wartości XIX-wiecznych, w przeciwieństwie do Holandii, o któktórej nie można powiedzieć, żeby była krajem słabo rozwiniętym. W Polsce zabito ducha samoorganizowania się czy też owego hakerstwa, „etyka Solidarności”, jak nazywał to Tischner, gdzieś wyparowała. Bez tego państwo stało się dysfunkcjonalne, co pokazują kolejne afery. Jest w Polsce jakiś aparat redystrybucji zasobów, plus enigmatyczny kapitał, z którym nie wiadomo do końca, co się dzieje, plus normatywny podmiot zewnętrzny, Unia Europejska, która nie pozostawia dużego marginesu działania.

 Wróćmy do „zdarzeń”, niezbędnych, żebyśmy nie zasklepili się w pojedynczym układzie, zdarzeń, które wy jako eksperci staracie się przewidzieć.
Sęk w tym, że ich nie da się przewidzieć. Tak, jak w 1979 r. nie dało się przewidzieć roku 1980. Jednak w tym jest nadzieja. Wskaźniki społeczne pod koniec lat 70. aż do przyjazdu papieża, który był bardzo istotny, ukazywały społeczeństwo anomii. Istniało społeczeństwo bez więzi. I nagle stworzyła się więź. Pytanie, czy to jest zawsze możliwe. W Polsce obecnie ponad połowa społeczeństwa jest wykluczona, tzw. milcząca większość, której nie ma w statystykach pracy czy w statystykach wyborczych, bo nie głosują, przestają też brać zasiłki, ponieważ już stracili uprawnienia. Ujawniają się tylko przy badaniach telemetrycznych, ponieważ oglądają telewizję. Pracuje 13 mln ludzi na 38, wyłączając dzieci, które mają dysfunkcjonalnych rodziców. Nikt o tym niestety nie pisze. Ze statystyk wynika, że w Polsce jest lepiej, a zgodnie z tą wiedzą przecież nie może być lepiej. Powszechność dostępu do internetu też niczego nie zmienia. Technokraci myśleli, że problemem jest brak dostępu, ale okazało się, że dostęp nie rozwiązuje sprawy.

Ci ludzie zostali odstawieni na boczny tor przez partie polityczne, które nie potrafiły i nie chciały ich zagospodarować.
Na przykład w Anglii jest troszkę lepiej, są modele partycypacyjne, to, co chce teraz robić Obama, a zaczął Blair.


Ale Tony Blair jest teraz bardzo krytykowany, intelektualiści, z którymi rozmawiałam w Anglii, są oburzeni, Partia Pracy się skompromitowała, ludzie tam również przestali głosować. Dlaczego reprodukujemy system kapitalistyczny, przedłużając życie upadłych banków, które mają nasze pieniądze? Unicestwienie przemysłu spowodowało, że powstała biała plama, ludzie przestali uczestniczyć w życiu politycznym.

Pytanie, jakie przemysły można jeszcze wymyślić, i tutaj zgadzam się z krytykami kapitalizmu kognitywnego, że ta niematerialna infrastruktura jest wciąż nadbudową do materialnie produkowanych dóbr. Jednak one by nie funkcjonowały, gdyby nie ta nadbudowa. Jest to sprzężenie dwukierunkowe. Ilu ludzi w kraju, w którym zlikwidowano przemysł, może pracować w usługach? Tylko część usług ma wysoką wartość dodaną.
Musimy sobie odpowiedzieć, jaka jest pozycja Polski w tym wszystkim, czy jest w środku, czy jest peryferyjna. Bo jeśli jest peryferyjna, to, co się dzieje w polityce, jest słuszne, to to jest polityka spektaklu, która świetnie zdaje sobie sprawę, że nie ma żadnej sprawczości, więc robi tak, jak robi to Berlusconi.

Zwłaszcza konserwatyści są dobrzy w stosowaniu środków tego spektaklu Baudrillardowskiego. Dlaczego tak jest?
Jest taka świetna książka Teoria metafory George’a Lakoffa, który włączył do swojej teorii kognitywizm, powołując się m.in. na Antonio Damasio. Pokazuje on, w jaki sposób metafory odzwierciedlają uzwojenie mózgu, które są dość trwałe, a zarazem plastyczne. Proces przezwajania to proces kulturowo-biologiczny, o pewnych przesłankach biologicznych, niektóre metafory oddziałują mocniej, a inne słabiej, bardziej oddziałują oczywiście te związane z procesem ewolucji, związane z ciepłem, poczuciem bezpieczeństwa. Konserwatyści się tego nauczyli.
Jeśli chodzi o konserwatyzm, weźmy przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie nastąpiła zmiana dominującego dyskursu politycznego. Jeszcze na początku lat 70. w USA dominował całkowicie liberalny dyskurs, czyli lewicowy w sensie amerykańskim – potem nastąpiła transformacja do konserwatywnego, którego apogeum nastąpiło za Reagana i Busha. Dzieje się tak, ponieważ zachodzą pewne zmiany społeczne i są fizyczne zasoby, które to uzasadniają. Kiedy interesy ekonomiczne struktur społecznych w rodzaju klasy robotniczej wyparowują, znikają pewne odwołania, które kulturowo powodowały, że klasa robotnicza była zawsze konserwatywna, co stwierdził już Lenin.

Czego zresztą dowodzą fiaska awangard, które próbowały stworzyć dla nich sztukę.
Tak, dopóki klasa robotnicza miała w tym interes ekonomiczny, dopóty łańcuch ekwiwalencji pozwalał lewicy na nią oddziaływać, mimo że była jej ona zawsze kulturowo obca! Nagle rozsypał się ten konglomerat, zniknęło silne zaplecze ekonomiczne, a pozostała warstwa kulturowa, dla której to konserwatyści mieli gotowy język. Zapełnili robotnikom pustkę, nie tylko na poziomie pojęć, ale też głęboko zakorzenionych potrzeb. Dlatego dawni wyborcy partii demokratycznych dziś głosują na konserwatystów. W Stanach obrazuje to fenomen Kansas, czyli backlash. To samo w jakimś sensie zrobił PiS w Polsce, czyli przejął elektorat typowo postkomunistyczny.
Musimy zdawać sobie z tego sprawę, żeby móc temu przeciwdziałać, czy jako eksperci czy jako artyści. Dlatego potrzebny jest eksperyment, szukanie nowych języków, czyli, wracając do początku rozmowy, poszukiwanie nowości i nowych form komunikatów. Stąd np. fenomen Partii Piratów w Szwecji, z kilkuset tysiącami wyborców, to przykład partii populistycznej, ale już w nowym wydaniu: tak, jak konserwatyści się zmodernizowali i zaczęli mówić Baudrillardem, populiści również znaleźli nowe sposoby artykulacji.

Powróćmy do posthumanizmu. Wasza grupa występuje jako „kolektyw ciał i języków”, co zaczerpnęliście z Badiou. Może używanie tych kategorii jest szansą na wyjście z impasu w dyskutowaniu o sztuce?
Tak, tylko w Polsce taki dyskurs jest na razie nie do przyjęcia. We Francji zaczyna się to przyjmować, m.in. dzięki Bruno Latourowi i jego „polityce natury”. Zaczyna być obecne już na poziomie praktyki politycznej, wnika do praktyki zarządzania regionami. Polityka natury staje się elementem rzeczywistej polityki rozwiązywania problemów ekologicznych i włączania innych „aktorów” do polityki. Zaczyna się to też dziać w Anglii, za sprawą choroby wściekłych krów. W tych krajach rozwija się strategia Actor- Network-Theory [czyli podejście, gdzie bierzemy pod uwagę agencyjność także tzw. nieludzi, czyli również zwierząt, komputerów i maszyn. Istotne stają się sieci materialno-semiotyczne, a nie same przedmioty – przyp. AP]. W Polsce absolutnie nie da się tego zrobić, nawet elita nie ma o tym pojęcia, Latour dopiero został opublikowany, książka przeszła bez echa albo jest uznawany za dziwoląga. We Francji dwa lata temu była kapitalna wystawa w paryskim La Villette, Ludzie i zwierzęta, która pokazywała nowe możliwości epistemologiczne i poszerzenie wrażliwości. U nas problemem jest dodatkowo pozycja kościoła, tradycyjnego humanizmu, ale też bezsilność lewicy, która posługuje się językiem marksistowskim – kiedyś też radykalnego humanizmu, ale nie potrafi wyjść poza niego.

Żeby nie skończyć banalną konstatacją, że Polska zawsze jest w tyle – wczoraj, przy lekturze esejów o kulturze afrykańskiej Coetzee, pomyślałam, że może to poczucie winy, nieprzepracowanej wobec rdzennych mieszkańców Afryki, którzy wymierają na AIDS i innych kolonizowanych terenów, każe przemyśleć na nowo te problemy.
Tak, i z pola może nie tyle samej nauki, ile wiedzy jako zestawu praktyk potrzebnych do rozwiązywania problemów, nadchodzi refleksja. Mamy zestaw konkretnych problemów związanych z ekologią, demografią, Afryką i chorobami. Jest szansa na przełom. Byłem w tym roku na świetnej konferencji w Brukseli, dotyczącej wyzwania dla badań rozwoju wobec zmiany klimatycznej. Widać, że nastąpiła radykalna zmiana: Komisja Europejska zamówiła raport rolnictwa wobec nowych wyzwań. W sferach kapitału i władzy dominowało przeświadczenie, że należy zwiększać przemysł i produkcję: nastąpiła „zielona rewolucja”, która wyzwoliła nas od głodu, więc kontynuujmy tę ścieżkę. Najpierw pojawił się opór Unii wobec GMO, czyli żywności modyfikowanej. Okazało się, że ten sam problem może być różnie rozwiązywany, jeśli podejdziemy do tego w kategorii problemu złożonego, tzn. jeśli uznać, że jest to problem nie tylko techniczno-ekonomiczny, ale też społeczny, kulturowy itd. Jeśli stwierdzimy, że w 2050 r. będzie 9 mld ludzi, którym trzeba będzie dostarczyć żywności, którą wyprodukują, powiedzmy, USA i Kanada, to będzie o wiele większy głód, ale dlatego, że wyłączy się z produkcji Indie i Afrykę, które stracą podstawę utrzymania, jaką jest rolnictwo. Fabryk już więcej nie potrzeba, w Chinach zatrudnienie maleje, a nie rośnie, jesteśmy w epoce postprzemysłowej, przemysł nie będzie generować więcej zatrudnienia. Niektórzy politycy już sobie uświadamiają, że trzeba szukać innych sposobów uprzemysławiania.
To brak wiedzy jest powodem biedy. W Afryce telefony komórkowe nagle umożliwiają poprawę przemysłu! W krajach takich jak Uganda, komórki to jest podstawa komunikacji, ma je 90% mieszkańców. Rozwiązań jest wiele, wielkoprzemysłowe i takie, które polegają na uspołecznieniu. Nowość stanowi brak jednej trajektorii: potrzebujemy różnych zestawów narzędzi w zależności od tego, jakie czynniki chcemy zmobilizować. Tym się trudno zarządza, więc politycy tego nie lubią. Łatwiej jest zbudować elektrownię, niż zadbać o rozproszone źródła energii, chociaż te budują dodatkowy kapitał społeczny. W Danii zarządzają tym spółdzielnie. W Polsce je zabiliśmy, a Stanach 40% obywateli jest zrzeszona w spółdzielniach. A byliśmy przecież pionierem rozwiązań spółdzielczych!
Logika neoliberalizmu jest porowata i często działa wbrew sobie, jest neutralna w tym sensie, że w zależności od tego, kto jest skuteczniejszym aktorem, można tym zarządzać. Jeśli pojawi się sprawny aktor, jak Muhammad Yunus z Bangladeszu, który wynalazł mikrokredyty, rezultatem są pozytywne efekty społeczne. Powstają technologie platformowe, na których można realizować swoje pomysły na akumulacje. Tak, jak w Somalii i Afganistanie, gdzie nie ma rządu, a są sieci komórkowe, Talibowie zwalczają rząd, ale nie komórki. To dialektyczny mechanizm: początkowy impuls daje kapitał, powstają sieci, które wymagają inwestycji, jest kontrola, ale oddolnie uruchamia się coś, czego on nie jest w stanie kontrolować, co stanowi zagrożenie i co on potem próbuje zawłaszczyć.

Kapitalizm jest więc systemem porowatym, w którym zdarzają się te niezwykle rzadkie zdarzenia.
Tak, ale sztuka jest ze swoimi problemami immanentnie w tyle.

Może jest jakieś wyjście dla sztuki. Baudrillard używa pojęcia uwodzenia jako przeciwieństwa produkcji, ponieważ „w uwodzeniu nie chodzi o wyłonienie przedmiotów czy ich produkowanie, lecz ich uwiedzenie, innymi słowy, o pozbawienie ich wartości, w celu włączenia ich w wymianę symboliczną”. I wydaje mi się, że sztuka nadal może uwodzić, dokonywać sublimacji systemu.
Tak to trochę jest, sztuka podważa logikę produkcji. Tylko z tej techniki i mocy uwodzenia zaczyna korzystać władza. Władza Platformy Obywatelskiej polega na uwodzeniu. Platforma nie mówi wprost Baudrillardem, ale go stosuje. Uwodzi hasłami o zaufaniu i wspólnotowości, przy braku jakiejkolwiek produktywności uskutecznianego przez nich systemu. Na pokaz wchłania się marginesy niezgody, utrzymuje się, że wszyscy są włączeni do wspólnoty, a zarazem się pokazuje, że właściwie i tak nic nie można w tym kraju zrobić.

W jaki zatem sposób możemy uratować specyfikę sztuki, która, wychodzi na to, chce po prostu zarabiać kasę, zatrzymując wszystkie przywileje Bourdiańskiej dystynkcji, w tym uprzywilejowany dostęp do prawdy?

W tym miejscu zaczyna się cała socjologia sztuki, jej ekonomia. Nie banalizujmy tej dyskusji zarzucaniem artystom tego, że chcą zarabiać. Ważniejsze, że istnieje zjawisko komunikacji, która jest wartością samą w sobie, stąd np. efekt telefonów komórkowych, które okazały się enablerem komunikacyjnym, który jest produktywny społecznie, ekonomicznie etc. Tworzy więzi. Można te więzi następnie zmobilizować w różnych celach. A sztuka jest istotna jako jeden z czterech postulowanych przez Badiou pól, obok polityki, miłości, pól, gdzie jest szansa na wydarzenie. Jeśli konserwatywny ład instytucjonalny to uniemożliwia, to należy to badać. I tutaj zaczyna się dyskusja. Tutaj jest miejsce na refleksję krytyczną.


Edwin Bendyk – dziennikarz, publicysta, zajmujący się problematyką cywilizacyjną i wpływem technologii na życie społeczne. Pracuje w tygodniku „Polityka”. Opublikował książki: Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności, 2002; Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci, 2004 i Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu, 2009, wszystkie w WAB. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem Badań nad Przyszłością Collegium Civitas oraz Centrum Nauk Społecznych PAN.



WYJŚCIE AWARYJNE
Powierzono mu Polski Pawilon na 12. Biennale Architektury w Wenecji awaryjnie. Wraz z Agnieszką Kurant i Aleksandrą Wasilkowską przygotowuje instalację Emergency Exit, której tytuł jest swoistym komentarzem do skomplikowanych losów tegorocznego konkursu na projekt prezentowany w Wenecji. Kim jest Elias Redstone, kurator tegorocznego Pawilonu Polonia, u źródła dowiadują się Kaja Pawełek i Bogna Świątkowska>>>

PYTAJ WIATR, DLACZEGO WIEJE
Dla mnie polityka to styl i sposób bycia. Promuję swoją politykę przez filmowanie momentów szczęścia i piękna. Opowiadam się za nimi – z Jonasem Mekasem, jednym z najważniejszych twórców amerykańskiego kina awangardowego, rozmawia Paulina Gorlewska>>>

CO PAN CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ?
Często pyta się artystę, co Pan chciał przez to powiedzieć? A to pytanie bez odpowiedzi, bo każdy nawet poznawszy interpretację autora, odbierze dzieło po swojemu – z Michałem Gayerem o transmisji wrażeń na linii artysta-widz oraz reprodukcjach informacji, rozmawia Alek Hudzik.>>>

KADRY Z RZECZYWISTOŚCI
Tekstów o sztuce nie jestem już w stanie czytać, nużą mnie one potwornie, są zbiorami kalek, które nie generują żadnej wiedzy ani informacji. Moje zdjęcia traktuję jako rodzaj readymade. Jest tam więc wszystko, co mogłabym zrobić, ale nie zrobię, bo to już istnieje w rzeczywistości – z Agnieszką Brzeżańską rozmawia Agata Pyzik.>>>

OD WEWNĄTRZ
Czterdzieści lat temu należał do Weather Underground, radykalnej studenckiej grupy protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie i niesprawiedliwości społecznej. Dziś należy do grupy edukatorów, którzy domagają się znaczącej reformy szkolnictwa. Właśnie ukazała się jego kolejna książka – tym razem w formie komiksu, przedstawiająca jego poglądy na konieczną reformę nauczania i szkolnictwa. Z Billem Ayersem, rozmawiają Kamila Rogowska i Bogna Świątkowska>>>

ZBYT LUDZKO
Z Normanem Leto, jednym z najciekawszych polskich artystów młodego pokolenia, w przededniu premiery Sailora, jego pełnometrażowego filmu oraz książki, o widzeniu dźwięków, współczynniku efemeryczności dzieła, galeriach zatęchłych od szkolnych nawyków i wyższości biologii nad polityką, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NAJMNIEJ NOWOCZESNE MUZEA
Małe muzea są ekscytującą wyprawą na terytoria peryferyjne i dziwne. Prezentowane w nich ekspozycje są jak wyjęte z progamu jakiegoś skrywanego przed nami eksperymentalnego biennale. To biennale odbywa się w każdym mieście, wszędzie tam, gdzie są małe, nienowoczesne muzea. Spieszmy się nimi cieszyć, zanim je zmodernizują! Przewodnik po warszawskich muzeach przygotowała Agnieszka Rodowicz.>>>

ODSZKOLNIANIE SPOŁECZEŃSTWA
Ivan Illich, filozof i radykalny humanista, był orędownikiem rewolucji wymierzonej przeciwko instytucjom. O niesłabnącej sile jego idei z Janem Sową rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PROSTA SATYSFAKCJA
Kiedy zecydowałem się nieprodukować dzieła do galerii, zdałem sobie pytanie, co mogę robić. Okazało się to niezwykle trudne. Doszedłem do wniosku, że muszę po prostu zacząć pracować - o wartości pracy, niewidzialności artysty, próbach porządkowania świata i surrealizmie najzwyklejszych przedmiotów z Ronaldem Roosem rozmawia Agata Pyzik.>>>

POSTWANDALIZM
W niekulturalnych gestach agresji wobec przestrzeni miejskiej dostrzegamy przejawy emocjonalnej kontestacji nieadekwatnych dziś norm estetycznych. Można by powiedzieć, że postvandalizm, to wandalizm uliczny w służbie wandalizmu kulturowego – mówi kolektyw vlepvnet w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

KONSEKWENCJE MODERNY
Nie ulega wątpliwości, że modernistyczna forma, i w architekturze, i we wzornictwie, i w projektowaniu graficznym, jest teraz bardzo na czasie. Chętnie wraca się do tej estetyki. Ale czy modernistyczny etos ma nam jeszcze coś do zaoferowania? Z Andrzejem Szczerskim, kuratorem wystawy Modernizacje, prezentowanej w Muzeum Sztuki w Łodzi, rozmawia Grzegorz Piątek.>>>

ŁĄCZMY WYOBRAŹNIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ
KNOT knoci Warszawę, bałamuci i mutuje miasto. Jest mu blisko do Latającego Cyrku i Latającego Uniwersytetu, autobusu pełnego hippisów i socjalistycznego kina obwoźnego, polowej kuchni i walizkowej galerii – zachwala Kuba Szreder, jeden z pomysłodawców projektu KNOT, o którym mówią Markus Bader i Oliver Baurhenn>>>

CO NAJMNIEJ 1 %
Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej domaga się co najmniej 1% z budżetu państwa na kulturę i zamierza zebrać 100 000 podpisów popierających ten pomysł podczas tegorocznej Nocy Muzeów. Z Hanną Wróblewską, wicedyrektorką Zachęty Narodowej Galerii Sztuki, a zarazem przedstawicielką Stowarzyszenia Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

MINIMAL FETISH
O fetyszystycznych detonatorach fantazji i pożądania, z Maurycym Gomulickim, artystą często nawiązującym do kategorii rozkoszy, przy okazji jego najnowszego projektu Minimal Fetish, nieco podejrzliwie rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

BRAK EUFORII JAKO ŹRÓDŁO WALKI
W smutku czai się nowoczesność. Melancholik staje się aktywistą, ponieważ aktywna postawa jest konsekwencją rozczarowania. Dominic Fox, filozof, literaturoznawca, poeta i bloger, autor książki Cold World, o depresji w sztuce i aktywizmie politycznym rozmawia z Agatą Pyzik.>>>

ZŁOŻONOŚĆ PYTAŃ PODSTAWOWYCH
W latach 70. artyści w Polsce zastanawiali się jak definiować sztukę w nowych warunkach. To pytanie zadajemy sobie do dziś, wciąż na nowo. Interesują mnie te wysiłki zdefiniowania sztuki. Dziś za rzadko zadajemy sobie istotne pytania. W świecie sztuki „dzieje się”, ale o co w tym wszystkim chodzi? – z Łukaszem Rondudą, autorem znakomitej książki Sztuka polska lat 70. Awangarda, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SIŁA MARGINESÓW
Zainteresowanie pozainstytucjonalną awangardą i geografią artystyczną kierowały moją uwagę ku marginesom, gdzie spotykały się różnego rodzaju artystyczne „nie-tożsamości” – z profesorem Andrzejem Turowskim o miejscu sztuki w dzisiejszej przestrzeni publicznej, postkolonializmie antropologii śmieci i współczesnym piractwie rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

NARZĘDZIA ZMIANY
Weneckie Biennale Architektury w tym roku odbędzie się po raz 12. Wciąż nazywane jest największym światowym świętem architektury, chociaż ten kto szuka nowoczesnego myślenia o projektowaniu, bywa raczej na Biennale w Rotterdamie. Hasłem przewodnim tegorocznych wystaw w Wenecji jest Ludzie spotykają się w architekturze/People meet in architecture. Czy ten temat coś zmieni w rozumieniu architektury? Z Krzysztofem Nawratkiem, antyarchitektem i meta-urbanistą, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

MAŁY DOM, WŁASNY DOM
Od jakiegoś czasu mnie osobiście miasto jako duży organizm przestało interesować, zdecydowanie bardziej wolę się skupić na swoich małych projektach, które mogę ogarnąć w całości i które na miasto mogą wpływać sposób kameralny. Z Romkiem Rutkowskim, autorem projektu domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych, rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

WĄSKA PUSTELNIA MIEJSKA
Najlepszym gruntem do działania architekta są ograniczenia. To one, w przeciwieństwie na przykład do praktyki projektanta mebli, najbardziej rozbudzają wyobraźnię, kierują w stronę rozwiązań, które w innym przypadku nigdy by nam nie przyszły do głowy. Z architektem Jakubem Szczęsnym (tak, to znowu on!) o jego projekcie superwąskiego domu-pustelni rozmawia Paulina Sieniuć.>>>

FENIKS Z GRUZÓW
Grupa libańskich artystów przebywała w Warszawie na warsztatach ramach projektu Fenix Cities - spotykali się z artystami, kuratorami, historykami, poznawali historię miasta i sztukę w przestrzeni publicznej. Na temat sytuacji artystów w niespokojnym, zburzonymi bombardowaniami Bejrucie rozmawiali z Agatą Pyzik.>>>

CZYSTA PODRZECZYWISTOŚĆ RZECZY
Jest jednym z najbardziej intrygujących artystów. Kojarzony z surrealną poetyką snu, tworzy trójwymiarowe obiekty zaburzające poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistości. Jego prace często wykonane z delikatnej porcelany noszą ślady destrukcji. Jego najnowsza wystawa zniszczyła się w transporcie, dlatego obejrzymy ją nie w grudniu, ale w lutym przyszłego roku. Z Olafem Brzeskim rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

PLAŻA W POURVILLE
Książka towarzysząca serii eksperymentów artystyczno- ekologiczno-egzystencjalnych Zniknij nad Wisłą, jest czymś w rodzaju leksykonuznikania. Podaje znane autorom przykłady, strategie skuteczne i wątpliwe. Tekst Marka Krajewskiego Plaża w Pourville pochodziłby z tego tomu, gdyby z niego nie zniknął.>>>

ROZSZCZELNIANIE SYSTEMU
Sztuka i twórczość są częścią procesów dziejowych i mogą wpływać na całość układu, w którym się znajdujemy. Współczesny świat jest plastycznym tworem, wobec którego nie jesteśmy wcale bezradni – można go skutecznie zaburzać. Jak? Z Edwinem Bendykiem, ekspertem od nowych technologii i mediów, otwartym także na sztukę, rozmawia Agata Pyzik.>>>

UTOPIE DEMOTYCZNE
O progresywnym dizajnie, demotycznych właściwościach przedmiotów i i szukaniu nowych dróg w nowej nauce, z Davidem Crowleyem, kuratorem, wykładowcą historii dizajnu w Royal College of Art i znawcą polskiej sztuki, rozmawia Agata Pyzik.>>>

MOC WODY
Woda, czysta woda, jest tematem trzech tegorocznych projektów architekta Jakuba Szczęsnego. Najnowszy to instalacja oczyszczająca wodę z Wisły za pomocą urządzeń fitnesowych. Z autorem tego zręcznego połączenia dbałości o formę fizyczną mieszkańców miasta z pracą na rzecz uzdatniania wody rozmawiała Bogna Świątkowska.>>>

MAMY DUSZE POWYKRĘCANE JAK NOGI
Wykorzystując specyfikę miejsca, swoiste poczucie humoru oraz osobliwą formę, uprawia malarstwo nieskrępowane szufladkowaniem. Maluje w ruinach, tworzy mapę polskiego społeczeństwa. Ze Sławkiem ZBK Czajkowskim, laureatem głównej nagrody 9. Konkursu Gepperta dla debiutujących polskich malarzy, rozmawiał Krzysztof Gutfrański.>>>

(...)
Dzięki współpracy artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant z Muzeum Historii Żydów Polskich powstał w Warszawie niezwykły pomnik. Warto przyjrzeć mu się z dalszej perspektywy, co możemy uczynić dzięki zaproszonemu do dyskusji nad (…) wybitnemu niemieckiemu krytykowi Jörgowi Heiserowi. Przedstawiamy fragment jego wykładu Prawdziwe bękarty wojny. Maski pop-kultury i Holokaust, wygłoszonego w Warszawie tuż przed realizacją (…) na ul. Chłodnej w Warszawie.>>>

PISAĆ GOLONKĄ
Najnowszy font dostępny na ich stronie nazywa się Golonka FA i jest oparty na kroju „barowym“, pochodzącym z lat 80. Można go pobrać zupełnie za darmo. Fontarte, czyli Magda i Artur Frankowscy, zajmują się nie tylko designem, projektowaniem krojów pism i krytyką liternictwa. Organizują też spotkania ze światowej sławy twórcami współczesnej typografii. Rozmawiał z nimi Karol Betlej.>>>

ŚWIATŁOTRYSK
W parku Kępa Potocka na warszawskim Żoliborzu stanął właśnie jego neon, wielka szklanka różowej oranżady. Z Maurycym Gomulickim, piewcą urody życia, przygód miejskich, estetycznych rozkoszy, w przededniu jego wyjazdu do drugiego z rodzinnych miast – Meksyku - rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

SZUKAM DZIWNYCH METAFOR
Z Rafałem Dominikiem o zaletach nierealizowalnych projektów, kompetentnej urodzie disco polo jako narzędzia twórcy, a także o ukochaniu polskości, w przedzień obrony przez niego dyplomu z malarstwa, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

KRYTYCZNY KREATOR MUTANTÓW
Bas van Beek to jeden z najbardziej zagorzałych krytyków współczesnego designu, nazywanego przez niego „burżuazyjną farsą” i „cyrkiem”. O większości holenderskich projektantów wyraża się per głąby i idioci, zwracając uwagę na potrzebę prawdziwej i niezależnej krytyki. Tworząc analogię do Hollywood twierdzi, iż jedyne co holenderski design jest w stanie wyprodukować, to komedie romantyczne, a on stara się jedynie przypominać o istnieniu innych gatunków filmowych. Z Basem van Beekiem rozmawia Karol Betlej.>>>

ŁĄCZNIK KOLORYSTYCZNY
O znaczeniu kolorów w sztuce i architekturze, a także o barwnych interwencjach urbanistycznych z Kasią Przezwańską, autorką interwencji będącej częścią festiwalu Warszawa w Budowie rozmawia Kamila Rogowska.>>>

NIC NIE JEST ZBYT DOBRE DLA ZWYKŁYCH LUDZI
To coś w rodzaju brudnego sekretu, że luksusowe mieszkanka budowane teraz, są mniejsze, niż biedne mieszkania z lat 60. Z Owenem Hatherleyem, teoretykiem architektury, krytykiem muzycznym, blogerem, autorem książki Militant Modernism (2009, 0books) rozmawia Agata Pyzik.>>>

TYMCZASOWE FORMY OPORU
To co miało być tymczasowe zostaje na dłużej lub na zawsze. Chaos się pogłębia, a ruiny współczesnego miasta stają się pożywką dla nowych budynków – o Wystawie przygotowanej przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pisze jej współtwórca, Sebastian Cichocki.>>>

CO ZNIKNĄĆ NIE MOŻE
Znikanie to taki termin potoczny z życia codziennego. My, fizycy nie mamy nic do powiedzenia na ten temat. Ale w pewien przekorny sposób znikanie leży u podstaw nauki – z profesorem Stanisławem Bajtlikiem, astrofizykiem, w czasie trwania projektu „Zniknij nad Wisłą”* rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

DIS NA SZTUKĘ
Trzeba wiedzieć, która jest godzina. Paradoks „siły” w sztuce polega na braku pewności, ciągłym wątpieniu w siebie. Odwrotnie niż w sporcie – z Wojciechem Bąkowskim o sztuce, muzyce i penerstwie, rozmawia Michał Lasota.>>>

WINDA KTÓRA DONIKĄD NIE ZABIERA
Nie ma nic gorszego niż czekanie. To jak powolna śmierć. Z tego wynika moje wewnętrzne poczucie nieszczęścia. Chciałabym spędzić cały dzień na plaży, ale z drugiej strony nie mogę nie widzieć tego, co się dzieje. Nie ma innego wyboru – z izraelską artystką Shelly Federman rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIEZALEŻNI
Folke Koebberling i Martin Kaltwasser żyją i pracują według swoich przekonań. Budują alternatywne strategie w mikroskali, na najbardziej osobistym, prostym poziomie. Z Martinem Kaltwasserem o pracy, stresie, życiu, pieniądzach i lenistwie rozmawia Kuba Szreder>>>

UKŁAD ZDYSCYPLINOWANY
O nadzorze i kontroli można obszernie teoretyzować, jednak szybko dochodzi się do prawdy, która mówi, że teoria to jedno, a praktyka drugie. O wielowymiarowości aparatu kontroli – odtwarzaniu arcydzieła Rembrandta, konfrontacji ze stróżami porządku i czeskim folku z Grzegorzem Drozdem, autorem projektu Straż Miejska, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

OPLATANIE BRUDNYMI MACKAMI
Na Śląsku zalęgła się Ośmiornica. Nastąpiło to w listopadzie 2008 roku dzięki nieformalnej grupie młodych twórców orbitujących wokół katowickiej ASP. Strukturą przypomina tajne organizacje z systemem wewnętrznych kodów, którymi porozumiewają się ich członkowie. Manipulacja informacją zniekształconą przez przekaz. Budowanie legendy wokół miejskich rytuałów wtajemniczenia. Mnożenie wariantów w oparciu o plotkę i powtórzenie. W krąg Ośmiornicy na chwilę wniknęła Bogna Świątkowska.>>>

RZEŹBA KOLEKTYWNA, PARK SPOŁECZNY
O Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie w przededniu ujawnienia w nim prac Pawła Althamera, Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniji, pisze Sebastian Cichocki (Muzeum Sztuki Nowoczesnej).>>>

WZORCOWY MODEL ZNIKANIA
Co robi kurator, kiedy nie ma pieniędzy na wystawy? Zostaje badaczem. Mimo, że zniknięcie powszechnie kojarzy się z klęską, to zwycięża w bitwie o wyobraźnię i tworzenie rewolucyjnych scenariuszy. O tym, czego nikt nie widział, o mikropraktykach, o prywatnych utopiach z Danielem Muzyczukiem, współkuratorem projektu Poszliśmy do Croatan rozmawiają Bogna Świątkowska i Krzysztof Gutfrański.>>>

DOMY KULTURY - PO NOWEMU CZY OD NOWA?
Jeszcze do początku lat 70. na tych terenach rozciągały się pola, łąki i sady, a widok pasących się krów nikogo nie dziwił. Na początku lat 70. dotarła tam Warszawa i powstały bloki osiedla Służew nad Dolinką. Ogłoszony w ubiegłym roku konkurs na koncepcję mającego tam stanąć budynku Domu Kultury wygrało troje młodych architektów. Ich wygrana, zbiega się z dyskusją nad koniecznością gruntownej reformy funkcjonowania domów kultury. Z autorami zwycięskiej koncepcji: Natalią Paszkowską, Marcinem Mostafą i Janem Sukiennikiem, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

COŚ TAM JEST
Już kilka razy miałem takie przypadki, że to co fotografowałem było potem niszczone, znikało. Tak jak bym przyciągał złe fatum. No, ale oczywiście wolałbym, żeby nie było kryzysu – o Banku, najnowszym projekcie fotograficznym Mikołaja Grospierre’a, prezentowanym w kwietniu przez nowojorską galerię Location One, rozmawia z artystą Bogna Świątkowska.>>>

BROŃ DO WYMIANY IDEI
Reel Geographies to projekt dotyczący przemian politycznych i ekonomicznych, jakie zachodziły w drugiej połowie XX w. oraz ich konsekwencji społecznych. Prezentując pochodzące z lat 60., 70. i 80. filmy artystyczne, dokumentalne, a nawet materiały operacyjne służb specjalnych, szczególną uwagę poświęca relacji człowiek- -massmedia. W przededniu prezentacji polskich filmów w Londynie, z Aleksandrą Jach i Agnieszką Kilian, kuratorkami Obrazu kontrolowanego, rozmawia Krzysztof Gutfrański.>>>

TĘSKNOTA ZA WARIANTAMI PRZYSZŁOŚCI
Dominująca w publicznej fonosferze muzyka pop znajduje się w obecnie martwym punkcie. Przez dekady była medium, za pomocą którego snuto futurystyczne wizje utopii, rebelii i nieustającej zmiany. W pierwszej dekadzie XXI wieku już nim nie jest. Dlaczego? Odpowiedź w stworzonej przez Jaquesa Derridę hauntologii znalazł Mark Fisher, filozof, krytyk popkultury, autor bloga K-Punk (k-punk.abstractdynamics.org). Rozmawiał z nim Piotr Kowalczyk.>>>

STRZELAM
Moje poprzednie projekty były bardzo analityczne, intelektualne, zimne. Teraz chcę robić rzeczy, które są gorące, naładowane energią, które nie wynikają z zimnej intelektualnej analizy, ale z emocji – mówi artysta i fotograf Konrad Pustoła, autor niezwykłego cyklu Dark Rooms w rozmowie z Bogną Świątkowską.>>>

INSTYTUCJA SEKTORA π [pi]
To instytucja kultury zupełnie nowego typu. Całkowicie niezależna, powołana przez osoby, znane z antysystemowych poglądów. Jest czymś więcej niż tylko autonomiczną przestrzenią działającą bez subsydiów i dotacji, chociaż istnieje w ułamkowym wymiarze produkcji kulturowej, w sektorze π. O tym co się kryje za nazwą Goldex Poldex i jakie są konsekwencje powołania go, opowiadają Janek Sowa, Janek Simon i Jakub de Barbaro w rozmowie z Krzysztofem Gutfrańskim.>>>

ABCADŁO DRUŻYNY A
,,Skromna elegancja’’ to pierwsza myśl jaka nasuwa się po wejściu do nowopowstałej galerii A. Sztuka prezentowana przez jej założycielki ma być świeża i nie przegadana. Będzie to galeria komercyjna, a jednocześnie miejsce, w którym toczą się ożywione rozmowy o sztuce. W „Kombinacie doskonalenia sztuki”, jak nazywają galerię A jej założycielki, sztuka ma być zarówno produkowana jak i prezentowana. Z Agnieszką Skolimowską i Aleksandrą Urbańską rozmawia Paulina Jeziorek.>>>

CIĘŻKA DOLA KONTESTATORA
„Krecha” powstała w 2006 roku z nadmiaru jodu w mózgach. Łączy społeczny krytycyzm z wyczuciem absurdu. Do tej pory wyszło siedem numerów pisma. Wywiad ociera się też o wydarzenia z ostatnich miesięcy, kiedy wysyłka „Krechy” do CSW Łaźnia w Gdańsku wywołała antyterrorystyczny alarm i ewakuację paru instytucji kulturalnych. O graficznym krytycyzmie, poczuciu humoru, roli artysty, symbolicznym terroryzmie, kupowaniu koszulek i cierpieniu za miliony – z założycielami gdańskiego magazynu „Krecha” rozmawia Kuba Szreder>>>

BŁĄDZENIE PO TERYTORIUM NIEWIEDZY
Prawdziwy progres w wiedzy może zachodzić tylko wtedy, jeśli będziemy brać od uwagę możliwość powiedzenia lub stworzenia kompletnego nonsensu - z AGNIESZKĄ KURANT rozmawia Sebastian Cichocki>>>

UWIĘZIENI W MIESZCZAŃSKIM SALONIE. CO ROBIĆ?
Jaka jest przyszłość sztuki, a jaka rewolucji, jakie znaczenie dziś mają protesty, rozruchy i zamieszki z 1968 r., oraz dlaczego trzeba dziś czytać Guy Deborda, z Jankiem Sową, socjologiem, psychologiem i krytykiem kultury, w czasie, gdy Zachęta prezentowała znakomitą wystawę Rewolucje 1968, koresponduje Bogna Świątkowska>>>

NAJWIĘKSZA PRESJA WYPŁYWA Z NAS SAMYCH
Nigdy nie dostosowujemy naszych pomysłów do oczekiwań odbiorcy. Mamy swoje cele i je realizujemy, dyskutując proces tejże realizacji z wieloma ludźmi, ale nie zmieniamy zdania w zależności od tego, kim jest słuchający. Z Alejandro Araveną, architektem nagrodzonym Srebrnym Lwem na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji, rozmawiają Kamila Rogowska i Roman Rutkowski.>>>

NIEWIELKA ROLA CENTRALNEJ RĘKI
O roli inicjatyw oddolnych, elastycznym projektowaniu i strategii włączania potrzeb użytkowników w proces planowania przestrzeni miejskiej, z architektką Olą Wasilkowską rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TERAZ TRZEBA ROBIĆ INNE RZECZY
Ta rozmowa zaczyna się od prozaicznych problemów lokalowych, od podpytywania o najnowsze strategie jednej z najsłynniejszych w świecie polskich galerii, a kończy na dramatycznej obronie niezależności programowej najmłodszego Centrum Sztuki Współczesnej w Polsce. Z ŁUKASZEM GORCZYCĄ, członkiem Rady Programowej CSW Znaki Czasu w Toruniu, współzałożycielem i współwłaścicielem galerii Raster, rozmawia Bogna Świątkowska>>>

SZALEŃSTWO KREOWANIA KREATYWNOŚCI
O pomysłach na unowocześnienie Łodzi poprzez kulturę z JAROSŁAWEM SUCHANEM, dyrektorem Muzeum Sztuki, w przeddzień otwarcia nowego budynku ms2, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

NIKT NIE POTRZEBUJE PRZESTRZENI PUBLICZNEJ
Architektura nie może rozwiązywać problemów, ale powinna brać udział w kulturalnych eksperymentach. Budynki mogą być rozwiązaniem problemów technicznych, ale i przyczynkiem problemów społecznych. Niemniej architektura otwiera oczy na to, co istnieje, a to jest istotny aspekt. Otwiera nowe przestrzenie w świecie, o którym sądzimy, że go znamy, i to jest aspekt najistotniejszy – mówi w rozmowie z Jakubem Szczęsnym z grupy projektowej Centrala kurator tegorocznego XI biennale Architektury w Wenecji AARON BETSKY.>>>

REWOLUCJONIŚCI SĄ ZMĘCZENI
JAKUB BANASIAK, krytyk młodego pokolenia (rocznik 1980), w sieci znany jako Krytykant, dzięki prowadzonemu serwisowi o krytyce i sztuce najnowszej www.krytykant.pl. „Rewolucjoniści są zmęczeni” to zbiór jego esejów, felietonów i recenzji publikowanych w różnych czasopismach i sieci w czasie ostatnich dwu lat, niejako układających się w streszczenie najważniejszych wydarzeń, ale będących także diagnozą zachodzących w tym czasie zjawisk.>>>

POMYSŁ TAKI DOBRY, A URZĘDNICZY
Na terenie Parku Bródnowskiego – otoczonego wielopiętrowymi blokami – ma powstać Park Rzeźby. Władze Dzielnicy Targówek, na terenie której znajduje się park, zaprosiły do współpracy światowego formatu artystę Pawła Althamera. Do udziału w projekcie włączyło się również Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wspólnymi siłami chcą stworzyć oryginalną i dynamiczną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców Warszawy. Z Krzysztofem Buglą, wiceburmistrzem Dzielnicy Targówek, rozmawia Paulina Jeziorek, październik 2008.>>>

NIE MA SORRY
Pierwsza wystawa polskiej sztuki najnowszej w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to prace ponad 20 artystów urodzonych między rokiem 1979 a 1985, wybranych przez ośmioro studentów Muzealniczych Podyplomowych Studiów Kuratorskich przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Wystawa nosi tytuł „Nie ma sorry” i dobrze oddaje sytuację powstającego muzeum, młodych artystów i stawiających swe pierwsze kroki kuratorów. Oczekiwania są duże – przyszłość niepewna.>>>

SOMETHING MUST BREAK
Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M. W Mysłowicach odbywa się wielki muzyczny Off Festival. W tym roku towarzyszy mu niezwykle interesująca wystawa prezentująca związki między muzyką, dźwiękiem a sztuką współczesną, polityką, zjawiskami niewytłumaczalnymi. O „Something Must Break” mówi SEBASTIAN CICHOCKI, kurator trwającej tylko kilka dni wystawy.>>>

SIŁA SŁABOŚCI
Polska jest podręcznikiem architektonicznym nie będącym zbiorem samych dobrych wzorów do naśladowania. Zawiera wiele lekcji, z których dużo można się nauczyć, ale których lepiej nie naśladować. Na przykład garaże wykonywane ze starych grzejników płytowych wyglądają ohydnie, ale świadczą o wielkiej kreatywności. Są odbiciem polskiego charakteru. Tyle współpracy i jednolitości, ile wynika z praktycznych względów. Tyle samodzielności i indywidualizmu, ile to możliwe. Architekt HUBERT TRAMMER dowodzi swoich tez prezentując zdjęcia, które nie pozostawiają cienia wątpliwości – taka jest Polska.>>>

NASTĘPUJE ZNIKNIĘCIE
Podobają mi się prace takich artystów, w których pracach jest doza tajemniczości i niepokoju i są w tym subtelni. Najbardziej lubię konsekwencję w działaniu. Spójne postawy – mówi ŁUKASZ JASTRUBCZAK. - Interesują mnie działania na rzeczywistości. Nie wszystkie są przeze mnie skończone. Czasami tylko coś chwytam, zaznaczam, pozostawiam.>>>

TAKI MAMY REAL
MIKOŁAJ DŁUGOSZ jest fotografem, którego specjalnością staje się ujawnianie potencjału fotografii uznawanej za mało ważną, nieistotną, a przede wszystkim… cudzą. Wydany niedawno album „Real Foto” to jego zadziorna próba wprowadzenia anonimowych twórców, sprzedawców z serwisu aukcyjnego allegro, w rolę reportażystów, boleśnie szczerze oddających dzisiejszą rzeczywistość.>>>

CHUCK YEAGER. CHCIAŁBYM JUŻ NIE CZEKAĆ
W wyobraźni dzieje się dużo więcej niż w rzeczywistości. Mamy to, do czego dążyliśmy – względny pokój, względny, powszechny dobrobyt, nie ma miast do odbudowania, nie ma rewolucji, jeśli są, to jakieś pokątne, w probówce, które okazują się bez pokrycia, bo nie ma o co walczyć. Z NORMANEM LETO rozmawia Bogna Świątkowska>>>

PANOWANIE NAD OBRAZEM
Na fotografiach MAĆKA STĘPIŃSKIEGO widać świat przekształcany przez człowieka, uporządkowany, zgeometryzowany i pusty. Jego wystawom czesto towarzyszy wideo. Za jednominutówkę z cyklu „N-113”, dostał nagrodę z rąk Emira Kusturicy. W tym roku prace Maćka Stępińskiego oglądać można na kilku pokazach w Polsce, m.in. na wystawie prezentującej polską fotografię XXI wieku "Efekt Czerwonych oczu” w Warszawie, podczas Miesiaca Fotografii w Krakowie, wystawach indywidualnych w PF Zamek w Poznaniu oraz w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Ukaże się też pierwszy album z pracami artysty.>>>

NIE JEST NAM PRZYKRO, ŻE NADCHODZĄ ZMIANY
Zwyciężyli konkurs na kuratorski projekt wystawy w Polskim Pawilonie podczas tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji Hotelem Polonia. Naprawdę chcą zamienić Pawilon Polski w hotel, a do tego pokazać w nim wystawę prezentującą „budynków życie po życiu”. Z GRZEGORZEM PIĄTKIEM i JAROSŁAWEM TRYBUSIEM, autorami projektu Hotel Polonia, rozmawia Bogna Świątkowska.>>>

TOMASZ ZIMOCH: BONIEK!
Zapis komentarza TOMASZA ZIMOCHA do jednoosobowego odtworzenia meczu Polska – Belgia 1982 (3:0) przez MASSIMO FURLANA. Artysta posługując się „choreografią” kluczowego piłkarza – ZBIGNIEWA BOŃKA, odtworzył mecz w całości: 2 x 45 minut. Boniek! został uznany przez czytelników "Gazety Co Jest Grane" w konkursie kulturalnym Wdechy, za najciekawsze wydarzenie w Warszawie roku 2007.>>>

KOLEDZY ZNACZY KOLLEGEN
Artysta KAROL RADZISZEWSKI i fotograf KUBA DĄBROWSKI w dialogu białostockim, powracają do praźródeł swojej twórczości.>>>

NIE JEST ŁATWO ZNALEŹĆ COŚ NA A
Z ANDRZEJEM TOBISEM rozmowa o „A-Z”, przygotowywanych przez niego „gablotach edukacyjnych”, pierwszej odsłonie a l f a b e t u, długofalowego projektu bytomskiej Kroniki, obliczonego na 24 lata.>>>

NIKT TAK NIE ROBI, TYLKO MY!
O tym jaki jest polski dizajn i postawach wobec świata konsumpcji z TOMKIEM RYGALIKIEM rozmawia (w centrum handlowym) Bogna Świątkowska.>>>

NIEWIDZIALNA CENTRALA
Czy rzeczywiście powstaje nowy model debaty publicznej? A może tylko trwa rozmowa o tym, że trzeba stworzyć nowy język? Jak to zrobić? Z ARTUREM ŻMIJEWSKIM rozmawiają Alicja Plachówna i Bogna Świątkowska>>>

CO TO W OGÓLE JEST?
"Myśmy chodzili smutni, poważni, a on mówił, co to w ogóle jest, co to za rewolucja. Weź karabin, mówił, i strzelaj, u nas to by po prostu krew się lała na ulicach i w ogóle". O punku, sile, delikatności i konsekwencji rozmowa z PIOTREM RYPSONEM>>>

Z MIASTAMI DZIEJĄ SIĘ CIEKAWE RZECZY
Niewielu w Polsce pisze o mieście tak jak on. Może dlatego, że KRZYSZTOF NAWRATEK (rocznik 1970) pracuje i mieszka za granicą. Jest autorem na razie jednej książki, ale za to mocnej: "Ideologie w przestrzeni. Ćwiczenia z demistyfikacji". Architektura i urbanistyka widziane jako narzędzia, którymi posługują się ich twórcy i zleceniodawcy, by manipulować użytkownikami przestrzeni. Niebawem ukaże się kolejna - tytuł roboczy "Śmierć miasta i zmartwychwstanie Polis. Obywatel plug-in”. Z Krzysztofem Nawratkiemrozmawia Bogna Świątkowska>>>

WIELE MOTYWÓW SIĘ POWTARZA
Inspiracją dla TOMKA KOPCEWICZA są zwyczajne elementy miejskiego pejzażu. Kraty w oknach, barierki, słupki, zdobienia na autokarach - chociaż silnie oddziałowują na pejzaż miejski, to pozostają niemal przezroczyste, niezauważalne. Te na pozór "niemalarskie" obiekty, tworzą na jego obrazach dziwne przestrzenie, labirynty, załomy i tajemnicze przejścia.>>>

JESTEM NA MIEJSCU
Jak tylko namaluję obraz, to zaraz staram się wrzucać go do galerii. Nie jestem w stanie mieszkać ze swoimi obrazami. Nie mam pracowni, trzymam je u siebie w pokoju. Męczą mnie potwornie. Przebywanie z tym co robię, jest dla mnie bardzo męczące - mówi TOMEK PARTYKA>>>

POP.AMIĘTANE
Kultura popularna, której celem jest przeżywanie, a nie interpretowanie, nie jest zwykle poddawana refleksji przez jej użytkowników. Nie próbują nawet dociekać, dlaczego ulegają galopującym modom. Uzasadnienia pozostawiają innym. Badaczom współczesności, takim jak MAREK KRAJEWSKI>>>

INTERESUJĄ MNIE LUKI W PROGRAMIE
Podoba mi się kiedy artyści lub krytycy podejmują ryzykowne wyzwania. Zawsze interesowała mnie alternatywa. Czyli projekty lub miejsca, które powstają całkowicie spontanicznie, istnieją zwykle przez ograniczony czas i są poza ogólnie rozumianymi normami - mówi PAULINA OŁOWSKA.>>>

LUBIĘ RZECZYWISTOŚĆ W JEJ NIESKOŃCZONEJ POSTACI
O tym do czego może przydać się koniec, jak inspirująca są chaos i nicość, a także o tym jak zachować swoją wolność z AGNIESZKĄ BRZEŻAŃSKĄ rozmawia Marta Tychmanowicz>>>

BUNT INDYWIDUALNY
Przeczytaj ciekawą oraz długą rozmowę z JANKIEM SIMONEM – artystą, piromanem, antyhumanistą i ateistą! A także wielkim miłośnikiem sztuki i podróżowania!>>>

SZTUKA JEDNORAZOWA
Tymczasowe historie MACIEJA KURAKA>>>

REKLAMA